Każdy zna ludzi, którzy boją się ciszy, bo wtedy ich myśli zaczynają niebezpiecznie drążyć fundamenty.

tim-brown-218301

Jak macie znajomego blogera, który od trzech miesięcy nie napisał niczego co uznał za wartościowe i chcecie mu pomóc – mam radę. Zepsujcie mu słuchawki, Kindle’a, wyrzućcie książki, popsujcie wzrok, zróbcie cokolwiek, żeby zaczął po prostu siedzieć i słuchać przypadkowych rozmów w komunikacji miejskiej.

 

Czasem nawet nie trzeba nic psuć – można po prostu jechać gapiąc się w szybę, starając się spojrzeć w inny sposób na wielokrotnie widziane widoki.

I to był ten moment, chociaż za dużo się nie napatrzyłem, bo to co obok było ciekawsze.


Trzydziestka – bardziej ofensywna, prowadząca rozmowę, taka, którą się lubi lub nie. Czterdziestka – cichsza, wycofana, trochę bez wyrazu.

Ta pierwsza mieszka sama, bo tak jej wygodniej. Ma swoje rytuały, które obecność drugiej osoby mogłaby zburzyć.

Co jak chcę zgasić światło, a ta druga osoba nie? Trudno to pogodzić”.

Ale wybrałaś argument, babo. A już miałem ci kibicować.

 

Jakoś naturalnie nadchodzi moment w którym rozmowa przestaje być rytualną wymianą uprzejmości i informacji, a staje się czymś więcej.

Czterdziestka ma męża, dzieci i jest przeciwieństwem młodszej koleżanki. Kiedyś lubiła chodzić na imprezy, ale „obecnie to sama rozumiesz”.

Teraz mąż by ci pozwolił gdybyś chciała pójść tak na całą noc?”.

Chyba by pozwolił.

 

Nagle pytanie-bomba.

A gdybyś mogła cofnąć czas to wyszłabyś za swojego męża?”.

Cisza, choć wokół jest gwar. Czterdziestka milczy i myśli, trzydziestka milczy i czeka, a ja milczę i słucham.

Odpowiada, że nie wie. Tak jak się nie wie czy dzisiaj kawa czy herbata.

Wiedziałam! Jeszcze nikt mi na to jasno nie odpowiedział, że tak”.

I w tym momencie czuję strzał w głowę i wiem, że muszę o tym napisać.

Wysiadły z tramwaju i pewnie poszły na kawę, a ta starsza bez zawahania wzięła dużą latte z syropem karmelowym.

Bo w życiu chodzi o odpowiadanie sobie na pytania.