Teoretycznie każdy wie, że nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Praktycznie mało kto ten krok stawia.

Różnica między „jest” a „chcę” nie zmniejsza się od zwlekania, wiecznego marzenia i planowania.

photo-1415462733994-b5036b3212c5

Pamiętam ten czas bardzo dobrze, mimo, że minęło już od niego jakieś dwadzieścia miesięcy. To nie był moment, chwila przełomu, wstrząs spowodowany jakimś konkretnym wydarzeniem, ani spotkanie kogoś mądrzejszego ode mnie. To była fala. Fala, która wzbierała już wcześniej. Nie wiem czy bezpośrednio przez dni lub miesiące przed uderzeniem, czy może tak naprawdę kłębiła się od wielu lat.

Jak by nie było – dała o sobie znać na jesieni 2014 roku. To był pierwszy raz kiedy tak na poważnie zacząłem zastanawiać się nad swoim życiem. Jakkolwiek banalnie to zabrzmi – tak było. Dla kogoś kto tego nie doświadczył lub uznawał to za oczywiste może się to wydać naciągane i absurdalne, ale dziś doskonale wiem, że rzeczywiście można przeżyć życie nigdy nie poznając samego siebie. Idąc z prądem i tłumiąc swój wewnętrzny głos. Wiecznie przekonując siebie, że tak trzeba, to normalne i wszyscy tak żyją.

Albo może właśnie nie można i każdy dochodzi do momentu, kiedy zaczyna zastanawiać się w którym kierunku właściwie płynie. Bo płynie się zawsze gdzieś. Przełom następuje wtedy, kiedy zaczynasz kwestionować wektor ustanowiony przez przeszłość, społeczeństwo, kulturę i własne odruchy. Te ostatnie przecież też w dużej mierze ukształtowane przez innych.

 

Dokąd chcesz dojść?

Nie ma dróg ogólnie dobrych lub złych. Są tylko drogi dobre lub złe dla ciebie. Tak jak klub jest złym miejscem dla tybetańskiego mnicha, a pustelnia złym miejscem dla imprezowicza.

Dopiero we wspomnianym czasie zacząłem sobie to uświadamiać. Wcześniej szedłem gdzieś, ale zaszedłem na tyle daleko, że przede mną była już tylko ściana. Mogłem do końca życia walić o nią głową chcąc iść do przodu, ale wygodniej było cofnąć się i poszukać drzwi ku ładniejszym widokom.

Dopiero wtedy zacząłem uświadamiać sobie, że zadowolenie z życia to w największym uproszczeniu zgodność tego kim chcemy być wewnątrz z tym kim jesteśmy na zewnątrz. Ciągłe kompromisy ze światem i słuchanie innych nie zmienią tego, że wciąż będziemy czuć dysonans między tym co jest, a tym co być powinno. Zabicie wnętrza jest dużo trudniejsze niż zabicie niezgodnej ze sobą rzeczywistości i zastąpienie jej wolnością, szczerością wobec siebie. Siebie, czyli najważniejszej osoby we własnym życiu. Jedynej stałej przy masie ulotnych zmiennych, chcących bezpodstawnie na nas wpływać.

 

30 dni na zmianę

Zacząłem wówczas zastanawiać się dokąd prowadzi mnie ówczesna droga, którą szedłem. Na ile moja rzeczywistość jest spójna z tym jaki jestem i czego bym chciał. Nie była.

I to był moment na powiedzenie sobie „stop”.

 

photo-1453946610176-6be21147c400

Zacząłem wypisywać na kartce rzeczy, które chciałbym w sobie zmienić. Przeanalizowałem co prowadzi mnie w stronę w którą nie chcę iść i które nawyki praktykowane przez lata będą wpływać na mnie destruktywnie. Było tego tyle, że wiedziałem, że potrzeba czasu, aby ogarnąć choćby połowę.

Zdecydowałem się na kilka rzeczy na próbę. 30 dni.

Wtedy nie miałem na ten temat zielonego pojęcia, ale dziś wiem, że to znana metoda. Wykombinowałem ją na logikę – skoro cel jest bardzo daleko, należy skupić się na następnym kroku. To, że metę widać na horyzoncie sprawia, że dużo bardziej chce nam się do niej biec.

Po trzydziestu dniach przyzwyczajenia jednak stają się tak mocne, że czujemy się dziwnie robiąc stare rzeczy. Nawyki na próbę w dużej mierze stają się nawykami na stałe.

Inna kwestia to liczba zmian. Nie ma co przesadzać, bo ich ogrom jednocześnie może spowodować, że szybko się zniechęcimy. Lepiej dokładać co jakiś czas nowe, ale tych paru trzymać się konsekwentnie.

 

Q&A

Co można wpisać na swoją listę?

A skąd ja to mogę wiedzieć? Ty wiesz najlepiej co cię wkurza. Ty wiesz co jest z tobą niespójne. Ty musisz się zastanowić co na dłuższą metę jest dla ciebie złe.

 

Czy mówić innym o swoich postanowieniach?

Jednych to bardziej motywuje, drugich stresuje, także to zależy od ciebie. Warto jednak pamiętać, żeby bodziec zewnętrzny nie był głównym czynnikiem, który cię motywuje. Osobiście jestem zwolennikiem zmagania się z samym sobą i ograniczenia motywacji zewnętrznych.

 

Skąd czerpać motywację?

Z najmniejszych kroków w dobrą stronę. Doceniaj się za wszystko, ciesz się z tego i myśl o swojej wizji siebie. Tak, zmiana myślenia to dobry pomysł na początkowe wyzwania. Głowa to podstawa.

 

Co mi to da?

Poczujesz, że idziesz w dobrą stronę i jeśli będziesz konsekwentny to rzeczywiście tam dojdziesz. A do tego zmienisz swój charakter w stronę konsekwencji i zmiany nastawienia z reaktywnego na proaktywne, oparte na przekonaniu, że twój los zależy od ciebie i twojej pracy nad sobą.

 


Ludzie lubią czekać. Czekanie jest komfortowe. Wiem, że wiele rzeczy muszę zmienić, ale perspektywa tego, że zrobię to kiedyś mnie uspokaja. Panuję nad wszystkim. Kiedyś przyjmuje oblicza nowego roku, jutra, nowego tygodnia, powrotu z wakacji lub przyszłego następnego razu, kiedy zdarzy się coś czego nie chcemy. Zawsze jest coś, co mówi nam, że teraz to zły moment. Problem polega na tym, że kiedyś nie nadchodzi nigdy.

Zatrzymaj się za każdym razem, kiedy zaczynasz zwlekać. Kiedy słyszysz w swojej głowie komentatora mówiącego o hipotetycznym kiedyś. Najpierw zacznij go zauważać, potem wejdź z nim w dialog, a w końcu daj mu w mordę.

Albo od razu go olej. Zanim się pojawi weź kartkę. Co zapiszesz? Kim chcesz zostać?