Chcieć to móc, ale często móc nie znaczy robić. Jako że najlepiej działają przykłady – częstujcie się i łapcie inspirację.

WP_20160528_009

Po pierwsze inni

Praktyka zawsze wygrywa z teorią. Możesz wytłumaczyć ludziom cokolwiek na płaszczyźnie logicznej, ale zwykle kiedy nie dodasz do tego przykładów nie przekonasz ich. Przykładowo (a jakże!) – każda dyskusja polityczna głębsza niż bycie za lub przeciw Kaczorowi prowadzi w końcu do pytania „a gdzie to funkcjonuje?”.

Bo nieważne jest czy to co mówisz jest logiczne, spójne, mające liczne zalety i niewiele wad. Ważne jest zwykle dla ludzi czy ktoś już tak zrobił i czy to się sprawdza. Ludziom nie przychodzi do głowy, że ten pierwszy nie mógł tak pytać, bo musiał robić.

Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić. I wtedy pojawia się ten jeden, który nie wie, że się nie da, i on właśnie to coś robi”. Einstein.

 

Współczesny świat jest jednak nieco bardziej skomplikowany. Dalej szukamy przykładów, ale już nie wmawia nam się, że czegoś się nie da. Propaganda pseudo-rozwoju osobistego mówi, że możesz wszystko, albo prawie wszystko. Że chcieć to móc. Problem polega na tym, że mało komu się chce i mało kto robi coś więcej niż tylko chce.

 

Chcecie przykładu kogoś komu się chciało, kto robił i zrobił?

No to macie. Vincent, autor bloga v1ncent.pl i jeden z bardziej znanych polskich trenerów relacji damsko-męskich wydał właśnie książkę w której opisuje swoją transformację.

WP_20160528_003

 

Kompleksy, nieśmiałość, wczesna młodość

Pierwsza część książki to wspomnienie wczesnej młodości i związanych z nią kompleksów, nieśmiałości i zazdrości względem tych, którzy w relacjach z płcią przeciwną osiągali choć odrobinę większe sukcesy.

Możemy tu przeczytać o szkolnych traumach, przeszywającym uczuciu stresu w żołądku i podbijaniu pewności siebie wlewanym alkoholem, żeby poczuć chwilowy luz i potem wylać go z siebie wraz z zawartością żołądka do kibla. Jest tu o złości na siebie za własną nieśmiałość i typowe dla niej uczucie rozbieżności chęci z tym co się w rzeczywistości robi. O poczuciu ciągłego skrępowania, frustracji i ostatecznego wkurwienia wymieszanego z rozpaczą, które to stają się podstawą do niezwykle klarownej decyzji co do zmian w życiu. Zmian, które nie tyle byłyby pożądanym stanem, ale które po prostu muszą się wydarzyć i nie ma wobec nich innej drogi.

Zaryzykuję stwierdzenie, że duża część mężczyzn może utożsamiać się choćby z częścią rzeczy o których pisze Vincent. Nieśmiałość jest stopniowalna, ale sądząc z obserwacji otoczenia i własnych doświadczeń – wydaje mi się, że problem jest powszechny.

Z czasem zdecydowana większość mężczyzn znajduje kobietę z którą wchodzi w stały związek i stabilizuje swoje życie, ale następuje to przy braku głębszego zrozumienia siebie i kobiet, a także dynamiki relacji międzyludzkich. Zewnętrznie odbierany społeczny sukces w postaci znalezienia partnerki następuje, ale fundamenty w postaci niezrozumienia psychologii relacji i braku doświadczenia pozostają. Brak doświadczenia z kolei prowadzi do wejścia w przypadkowy, nieoptymalny dla siebie związek ze względu na brak znajomości siebie i swoich potrzeb.

Można też dojść do stanu w którym czuje się, że nie można dłużej tolerować swojego dotychczasowego życia. Można dać sobie ostatnie godziny płakania nad własnym życiem i wziąć się w garść. Tak zrobił Vincent i tak zaczyna się druga część książki – przemiana.

 

Przełom

Dalszy ciąg tej historii to zdobywanie pewności siebie, doświadczanie i poznawanie siebie. To wychodzenie z fobii społecznej, poznawanie kobiet w galeriach handlowych i klubach, zmienianie środowiska na sprzyjające rozwojowi, poszerzanie strefy komfortu i uczenie się języka relacji damsko-męskich. Znajdziemy tu opisy filmowych akcji, wyjątkowych znajomości i wszystkiego co składa się na ćpanie życia i zakochanie się w życiu jak określa to autor.

Zdecydowanie podkreślić trzeba, że książka nie jest poradnikiem na temat uwodzenia czy prowadzenia relacji, ale nie jest też suchym opisem romansowych historii. Bardziej można uznać ją za motywacyjnego kopa, który pokazuje, że startując z ujemnego pułapu można osiągnąć dodatnie szczyty. To wspomniany już przykład. Przykład tego, że można. To książka o odkrywaniu siebie i odkrywaniu życia. O szczęściu, które płynie z podążania za sobą i o tym, że cele, które niegdyś sobie postawiliśmy wcale nie prowadzą nas do ostatecznego szczęścia, ale że są kolejnym etapem na którym pojawiają się inne problemy, ale z którymi już lepiej umiemy sobie radzić, bo polegamy na sobie, a nie na innych.

Co ciekawe – opisowi wszystkich przeżyć Vincenta w żadnym miejscu nie towarzyszy zwątpienie czy próba rezygnacji. Mimo, że w czasie wychodzenia z Matrixa pojawiały się problemy – w żadnym miejscu nie znajdziemy tu wątpliwości co do sensu wybranej drogi, mimo, że książka jest bardzo autorefleksyjna. Zamiast wątpliwości natury ogólnej mamy refleksje nad samym sobą, radość towarzyszącą najmniejszym krokom i ciągłą chęć zdobywania, doświadczania, poznawania i weryfikacji dotychczasowych przekonań.

 

Książkę należy potraktować szerzej. Cele są różne, ale sukcesom zawsze towarzyszy determinacja podobna do tej Vincenta. Najpierw jest decyzja, a później długa droga i praca, bo chcąc można móc, ale stąd jeszcze bardzo długa droga do osiągnąć.

Jeżeli ktoś chce przykładu i pyta „kto tak zrobił?” to odpowiadam – Vincent. Można.