Dużo większa jest szansa na to, że przez Internet poznasz kogoś nieatrakcyjnego niż atrakcyjnego. Proponuję stać się tym drugim i dać sobie spokój z graniem w ruletkę.

photo-1470921097037-7c779aba59cd

Świat w którym wszyscy programują cię, że rozmawianie tylko z tymi, których znasz jest normalne, choć o waszej znajomości zdecydował los – trafienie do jednej klasy, pracy czy poznanie się przez wcześniejszych, równie przypadkowych znajomych. Świat w którym faceci wychodzą „na miasto” i siedzą z telefonami w rękach szukając kobiet na Tinderze, choć wokół mnóstwo jest takich, które też wyszły z domu, żeby kogoś poznać. Świat w którym faceci widzą codziennie kobiety, która im się podobają, ale są w stanie rozmawiać z nimi tylko przy użyciu klawiatury. Świat w którym aplikacje i portale randkowe mają się świetnie, a strony pornograficzne to jeden z lepszych biznesów. Wszystko to kręci się dzięki temu, że powiedzenie zwykłego „cześć” dla pozornie silnego i niezależnego mężczyzny staje się barierą nie do przezwyciężenia. I robimy z tego wszystkiego wielkie halo, choć w gruncie rzeczy wszyscy chcemy od siebie podobnych rzeczy. Zauważenia, poczucia wyjątkowości i spędzenia przyjemnie kilku chwil, które zbiegiem okoliczności przeżywamy wspólnie na tej planecie.

 

To jest tekst dla facetów

Dużo się mówi o równości płci, ale dobrze wiemy, że w praktyce ona nie występuje.

W naszej kulturze przyjęte jest, że to mężczyzna jest stroną inicjującą i w zdecydowanej większości przypadków to działa. To stanowi z jednej strony balast – trzeba coś robić – ale z drugiej daje niesamowitą wolność i poczucie kontroli. Robisz co chcesz, nie musisz na nic czekać. Kobiety, które uczą się grać w tę grę dają napotykanym na swojej drodze facetom utrudnienia i ułatwienia, ale – jak bardzo świadome by nie były – „nie mogą” wziąć spraw we własne ręce. To znaczy – mogą, ale zwykle i tak nie chciałyby takiego, który nie dałby im się do końca okiełznać. Dlatego też stają się dobre w gierkach, intrygach i innych pośrednich formach wywierania wpływu.

Ale do rzeczy. To mężczyzna ma wybór – i dlatego to do was piszę, panowie. Mężczyzna dokonuje pierwotnej selekcji, a kobieta weryfikuje ofertę. Akceptuje jednak jedynie spośród tych, którzy wybrali ją wcześniej.

 

Czemu randkowanie przez Internet jest złe?

Rzeczywistość a Internet.

Kto kiedykolwiek aktywnie korzystał z aplikacji i portali randkowych ten wie, że zdjęcia na profilach mają tyle wspólnego z rzeczywistością co wymuskane reklamy z rzeczywistymi produktami.

Można się grubo rozczarować. If you know what I mean. I dodałbym, że jest to reguła od której są wyjątki, a nie pojedyncze przypadki.

 

Odroczona weryfikacja.

Z powodu podanego wyżej – trzeba zweryfikować jak jest w rzeczywistości. I nie chodzi tutaj tylko o wygląd. „Pisanie” to marny substytut rzeczywistości, więc dobra rozmowa w Sieci nie gwarantuje takiej samej na żywo.

Żeby weryfikować – trzeba dążyć do spotkania jak najszybciej (a za wszelkie „nie spotykam się z nieznajomymi” lub „tak szybko się nie spotykam” po prostu skreślać). Jaki to by jednak nie był czas – jest on zawsze dłuższy niż ten na żywo. Tam weryfikacja następuje od razu. Od razu wiadomo kto ci się podoba i z kim jak się czujesz.

 

Iluzoryczne rozwijanie umiejętności interpersonalnych.

Pisząc wiadomości nikt nie staje się „dobry” – we flirtowaniu, rozumieniu dynamiki społecznej czy w zyskiwaniu pewności siebie.

Obie te dynamiki – wirtualna i rzeczywista – diametralnie się różnią, ale zawsze celem ostatecznym jest real, więc staranie się i ćwiczenie, żeby pisać ciekawe wiadomości na Tinderze jest po prostu stratą czasu. Po co się tym zajmować, skoro potem i tak trzeba będzie pociągnąć to na żywo? Lepiej od razu zacząć od tego drugiego. Mogę myśleć godzinę nad genialną, intrygującą, niejednoznaczną, zabawną ripostą, z podtekstem seksualnym, dobrym pozycjonowaniem siebie itd. Tylko co z tego, skoro na żywo nie będę umiał wymyślić choć w połowie tak samo dobrej?

Zaczepianie obcych kobiet przez portale i aplikacje jest społecznie uznane za normalne i przez to też nic nie znaczy. Robienie tego samego w mniej konwencjonalnych sytuacjach „nie jest normalne”, ale jednocześnie jest czymś atrakcyjnym dla kobiet, więc z automatu klasyfikuje kogoś takiego wyżej niż zdecydowana większość mężczyzn. Oczywiście – pisanie nie kosztuje nic i nie dostaje się w twarz weryfikacji, odrzucenie ma koszt psychiczny bliski zeru, więc jest to łatwiejsze. Ale kto powiedział, że dobre znaczy łatwe?

 

Ograniczone pole działania.

To najbardziej oczywiste. Nie wszyscy korzystają z aplikacji i portali. Po co więc zawężać sobie pole działania? Jesteś facetem, więc wybierasz – wybieraj więc z całej puli.

Pisząc brutalnie – większa jest szansa, że przez Internet pozna się kogoś nieatrakcyjnego niż atrakcyjnego, bo po prostu ci drudzy mają większe powodzenie w realu, więc nie muszą się zajmować Internetem.

Zamiast mówić „trudno” lepiej samemu stać się atrakcyjnym.

 

Nie chcę mieć barier, chcę być człowiekiem

Po prostu.

Niedługo będziemy mieć aplikacje do wszystkiego i będziemy siedzieć z telefonami w rękach cały czas. Tacy mądrzy, a tacy głupi. Już chyba nie ludzie.

Nie zamierzam w tym uczestniczyć. Messengera dawno nie mam, bo jak jestem poza domem to jestem poza domem. Tindera też już nie mam, bo wolę żywych ludzi. A ci żywi są na żywo.

 

PS Żeby była jasność – tekstu nie kieruję do tych, którzy traktują poznawanie ludzi przez Internet jako dodatek. To jasne, że można też tam zebrać pozytywne doświadczenia. Problem pojawia się jedynie gdy zacierają się proporcje między tym co naprawdę wartościowe a co jest jedynie marginalnym dodatkiem do życia.

Nie ulega jednak wątpliwości, że absolutna czystość w tym zakresie jest bodźcem ku nawiązywaniu kontaktów w mniej komfortowych miejscach, a więc ku lepszemu rozumieniu dynamiki społecznej i ku przełamywaniu swoich barier.

Jeżeli ktoś jest nieśmiały to najgorsze co można mu poradzić to „może poznaj kogoś przez Internet”. Nie, nie uciekniesz od swojej psychiki, swoich słabości i swoich lęków.