Wbrew pozorom prawdopodobieństwo znalezienia tej jedynej zależy w dużej mierze od liczby poznanych wcześniej niejedynych.

photo-1415829027677-7d054bc19f97

Chłopcy i młodzi mężczyźni bombardowani są dwoma przeciwstawnymi wizjami postaw wobec płci przeciwnej.

Z jednej strony mamy romantyczną wizję gentlemana, którego męskość polega na tym, że czeka na tę jedyną, a siłę czerpie z powstrzymywania żądz i pokus. Zwolennicy tych poglądów zdają sobie sprawę z tego, że ich wizja świata jest mocno wyidealizowana i odmienna od wizji znacznej większości społeczeństwa. Odpowiedzią na to jest negacja postaw większości, skupienie się na mniejszości i kultywowanie własnej odrębności. Mężczyźni z tej grupy często pozostają przy partnerce, którą poznają jako pierwszą i są z nią do końca życia. Często też pierwszy związek rozpada się, a oni długo nie mogą się pozbierać. W obu przypadkach następuje proces idealizacji kobiety, wiara w przeznaczenie i sprowadzanie relacji damsko-męskich na płaszczyznę niemal metafizyczną.

Z drugiej strony jest wizja wiecznego chłopca, który nie wdaje się w głębsze relacje z płcią przeciwną, a wszystko traktuje w sposób lekki i niezobowiązujący. Grupa druga stoi w opozycji do pierwszej, którą uważa za romantyczną w negatywnym sensie tego słowa – oderwaną od rzeczywistości i odrzucającą przyjemności jakie daje świat. Grupa pierwsza uważa z kolei grupę drugą za niepełnowartościowych mężczyzn, którzy na dłuższą metę muszą przegrać, gdyż nie doświadczą nigdy głębszych uczuć, a ostatecznie będą musieli przyznać rację grupie pierwszej.

Oczywiście, mało kto pasuje do któregokolwiek z obu biegunów. Zdecydowana większość mężczyzn jest gdzieś pomiędzy, mając bliżej do jednej lub drugiej strony. Poglądy na ten temat zmieniają się również w czasie.

 

Wychowanie i socjalizacja przekonują nas, że grupa pierwsza ma rację. Przelotne znajomości i nietraktowanie życia poważnie są uznawane za coś złego, a mężczyzn z grupy pierwszej uważa się za bardziej wartościowych.

Co prawda kobiety podświadomie wiedzą, że „dobry kandydat na męża” to piękny eufemizm na „ten gość jest nudny do porzygu”, ale często mówią tego typu rzeczy nawet w dobrej wierze. Żeby pocieszyć. Co prawda dla mnie jesteś nudny i nieciekawy, ale któraś na pewno się pozna na tym, że jesteś taki dobry.

I zwykle mają rację. Któraś się w końcu poznaje.

 

Problem polega na tym, że grupa pierwsza odrzuca w całości grupę drugą i przez to ogranicza szansę na szczęście zgodne ze swoimi przekonaniami.

O ile będąc bliżej grupy drugiej można się w końcu ustabilizować i zrobić to w sposób wartościowy i efektywny, proces w drugą stronę jest dużo trudniejszy.

 

Wciskanie dzieciom, młodzieży i dorosłym bajek o dwóch połówkach, magicznym splocie wydarzeń i przeznaczeniu powoduje, że mężczyźni potem autentycznie w to wierzą. Niby są racjonalni, umieją liczyć całki i wiedzą jak działa silnik, ale dalej wierzą w bajki. Kiedy w końcu kogoś poznają – uważają, że to ta.

Podświadomie sądzą, że to los i przeznaczenie zesłało im . Że drugiej takiej nie ma, że jej odejście jest końcem świata. Fakty mogą temu zupełnie przeczyć, ale tak nauczyła ich przyjęta przed laty wizja świata.

Oni nie wybrali jej świadomie, ona wybrała się przypadkiem.

 

Problem polega na tym, że mężczyźni bliżsi grupy drugiej, „nieromantycy”, dużo lepiej znają życie. Oni mają doświadczenie, więc są w stanie lepiej określić siebie i swoje potrzeby.

Oni wiedzą, które cechy kobiet skreślają je w ich oczach, a które są rzadkie i przez to wysoko cenione na rynku relacji.

Oni pozbywają się złudzeń na temat związków i widzą je takimi jakimi one są naprawdę, a nie takimi jakimi kreślą je stereotypy. Są w stanie odróżnić rzeczywiście wyjątkową dla siebie osobę od takiej, której zastępczyń można znaleźć kilkaset w każdym mieście.

Mężczyźni z grupy pierwszej, „romantycy”,  mimo najlepszych chęci, nie są w stanie tego zrobić. Bo niby jak?

Oni po prostu nie wiedzą kto mógłby być odpowiednią dla nich partnerką. Zauważmy, że wychowanie, szkoła i społeczeństwo nie udzielają na to pytanie żadnej konkretnej odpowiedzi. Frazesy o tym, że odpowiednia kobieta powinna ich kochać i szanować to chyba trochę mało. Tak, powinna, ale co dalej?

Każdy ma na to pytanie własną odpowiedź, ale nie jest w stanie jej zweryfikować bez wchodzenia w interakcje i bez nabywania doświadczenia.

 

Uważam, że warto doświadczać. Warto się zakochać i poczuć się kochanym. Warto odrzucić kogoś kto robi dla ciebie wszystko i warto poczuć się odrzuconym. Warto poczuć się jak śmieć w oczach kogoś kto wydawał ci się wyjątkowy. Warto poczuć, że wygląd to nie wszystko, ale charakter to też nie wszystko. Warto poznać wariatki i warto poznać te ułożone. Warto poznać osoby o różnych typach charakteru, żeby móc się zaskoczyć błędami we własnych opiniach, ale też inne potwierdzić. Warto zerwać z kimś kto patrzy na ciebie błagając, żebyś tego nie robił. Warto samemu patrzeć błagająco i dojść do momentu o którym nie opowiesz potem kolegom. Warto zanurzyć się w uczuciach maksymalnie i warto poczuć obojętność wobec sytuacji, które innym jawią się jako marzenia. Warto swoje marzenia spełniać i warto spełniać marzenia innych. Warto zdradzić lub myśleć o zdradzie i warto poczuć jej obojętność, kiedy ona zrobiła to samo wobec ciebie. Warto w sekundę zmienić zdanie o kimś kogo myślałeś, że znasz. Warto poczuć jak to jest kogoś rozczarować. Warto dowiedzieć się, które rany czas rzeczywiście leczy. Warto jest zauważyć schematy w zachowaniach ludzi. Warto zobaczyć co jest rzeczywiście ważne, a co wzbudza tylko wzruszenie ramionami.

Dużo tego. Takie jest życie. Im więcej kolorów poznasz, tym lepiej wiesz jakie obrazy lubisz. Inaczej poruszasz się po omacku i uważasz szary napis na murze za arcydzieło.

Poznanie idealnej jej jest coraz bardziej prawdopodobne wraz ze zwiększaniem liczby doświadczeń. Aż dochodzisz do momentu, że już wiesz.

I wtedy możesz, jeśli chcesz, wrócić w okolice grupy pierwszej. Ale tym, którzy zawsze byli tylko w niej możesz jedynie poradzić, żeby nie traktowali jej jako linii startowej, a bardziej jako metę.