Kto zasługuje na wyśmianie – ten, kto przyznaje, że nie ma przyjaciół i nie rozumie płci przeciwnej, czy ten kto go za to wyśmiewa?

sahbl2upxco-ashton-bingham

Jakiś czas temu na fejsie wyskoczyło mi wydarzenie o intrygującym tytule. „Dlaczego kobiety wiedza, a mężczyźni się nie domyślają?’. Niestety – chwilę później czytam w opisie, że warsztaty są tylko dla kobiet. Trudno, nie dowiem się.

Później kilka razy widzę, że któraś znajoma weźmie udział. Zwracam uwagę na pewną prawidłowość – w prawie każdym przypadku znalazła się przynajmniej jedna osoba, która na decyzję o wzięciu udziału w wydarzeniu zareagowała poprzez „ha ha”.

I tak jest non stop. Ile razy klikniesz zainteresowanie wydarzeniem dotyczącym relacji, seksu, miłości, psychologii, związków i wszystkich pokrewnych tematów, albo czytasz o tym książkę lub bloga – zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo to „ha ha. Bo przecież uczyć można się wszystkiego, ale tego nie. Zadziwiająco dużo osób wciąż pozostaje na etapie nerwowych śmiechów podczas zgłębiania tajemnic układu rozrodczego pod koniec szkoły podstawowej i nerwowych spojrzeń po sobie na wychowaniu do życia w rodzinie.

 

Kto myśli, że wie już wszystko – niczego się nie dowie

To zjawisko wynika w głównej mierze z uznania, że to co dotyka przyziemnych spraw jest proste.

Uczyć się fizyki kwantowej – szacun, bo nie wiem o co chodzi. Uczyć się czemu mężczyźni się nie domyślają – co ty, stara, pojebało cię.

 

Sądząc po statystykach dotyczących trwałości związków i obserwując otoczenie – wiedza na ten temat jest dużo bardziej potrzebna niż fizyka kwantowa czy inne mądre rzeczy, którymi zajmuje się ułamek ludzkości, a które są uczone w szkołach. Jak już kiedyś pisałem – najważniejszych rzeczy szkoła cię nie nauczy. I chociażby dlatego im częściej ktoś ci będzie klikał „ha ha” – tym lepiej dla ciebie, bo to znaczy, że nie uważasz się za mędrca, który wie już wszystko na temat prostych spraw.

 

Nie chodzi tu tylko o związki, ale ogólnie tematykę lifestyle.

To czego ludziom spod znaku ha ha brakuje to pokora. Spotkałem się chociażby z wyśmiewaniem czytania absolutnie świetnej książki „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi” na zasadzie ha, ha, co ty, przyjaciół nie masz, że musisz o tym czytać.

Zupełnie jak w podstawówce.

Jak ktoś nie ma przyjaciół, a chce mieć – super, że coś w tym kierunku robi. Jak ma, a chce mieć więcej lub wznieść dotychczasowe przyjaźnie na lepszy poziom – też super. I dla niego, i dla jego przyjaciół. Obecnych i przyszłych.

 

Przez ironię jeszcze nikt nie wskoczył poziom wyżej

Inny sposób tłumaczenia tego zjawiska to krytyka jakości wszystkich tego rodzaju szkoleń, książek, filmików.

Co do zasady – zgoda. Brednie trzeba piętnować. Szkoda jednak, że cała masa ludzi idzie w stronę sprowadzenia wszystkiego do jednego poziomu. Zupełnie jakby Marsjanin usłyszał disco polo i na tej zasadzie reagował przez ha ha na każdego, kto słucha muzyki. (Tak, wiem, dla ciebie disco polo najlepsze do zabawy, to tylko przykład).

 

Co daje słuchanie banalnych rzeczy o przyziemnych sprawach?

Po pierwsze – nikt nie wie wszystkiego, więc zawsze wyciągniesz coś nowego, a przynajmniej dasz sobie ku temu szansę.

Po drugie – zapominamy to, czego dowiedzieliśmy się wcześniej.

Po trzecie – nie stosujemy w praktyce, a możemy sobie przypomnieć co nam zostało do zrozumienia lub zrobienia.

Po czwarte – rzecz, która kiedyś do nas nie trafiła, podana w innej formie może trafić.

Po piąte – częste obcowanie z dobrymi wzorcami zmienia sposób myślenia na dobry. Z tego też powodu za korzystny nawyk uważam czytanie i słuchanie ludzi o rozsądnych przekonaniach. Chcąc, nie chcąc – przesiąkamy ich przekonaniami. Obcując tylko z ludźmi negatywnymi – trudno jest wierzyć w siebie i czerpać radość z życia.

 

Na początek polecam chociażby 5 życiowych banałów, które ja lubię najbardziej.

Ale absolutnie nie udostępniaj, nie lajkuj, nikomu nic nie mów. Siara przecież. Co ty, nie wiesz jak żyć?