Nie śmiej się z dziecka, że nie chce zjeść czegoś czego nie próbowało. Ty też nie próbowałeś.

photo-1420161900862-9a86fa1f5c79

Jak miałem kilkanaście lat to wśród moich kolegów znających się na muzyce najbardziej pogardzanym gatunkiem było techno. Pamiętam, że lubiliśmy krzyczeć „techno!” i wydawać jednostajnie brzmiące odgłosy gdzieś z czeluści gardła.

Wśród naszego otoczenia nie było nikogo kto rzeczywiście słuchałby techno, ale my uważaliśmy za takich wszystkich, którzy po prostu słuchali słabej muzyki mającej cokolwiek wspólnego z elektroniką. Łatwe uproszczenie i łatwe wywyższanie się.

Ostatnio trafiłem w Internecie na zestawienie mapy wszystkich gatunków muzycznych. Samych podgatunków muzyki elektronicznej jest kilkadziesiąt. To jednak nie miało dla nas wtedy znaczenia. Techno to techno.

 

Kiedy uczyłem się do matury, a przynajmniej tak mi się wydawało, zaczęła mi przeszkadzać muzyka z wokalem. Musiałem skupiać się na liczbach, a nie na tekstach utworów.

Jeśli myślisz, że teraz padnie „bach, zacząłem słuchać techno!” to nie, jeszcze nie. Zacząłem słuchać ambientu i downtempo. Pewnie jeszcze paru innych, ale w tych wszystkich etykietkach nadal nie jestem najlepszy.

Ogólnie – elektronika. Czyli techno. Techno według mojego wcześniejszego zaślepienia, nietechno według fachowych definicji.

Z czasem zacząłem słuchać tego coraz więcej, aż w końcu kupiłem sobie białe rękawiczki.

Żartuję.

Z czasem zacząłem słuchać tego coraz więcej, ale innych rzeczy też słuchałem. I słucham. Ale techno też. Bo okazało się, że to techno nie jest takie straszne i może nie być to takie techno jakie miałem w głowie sprzed lat.

 

I tak sobie myślę, że śmiejemy się z dzieci, że nie chcą jeść rzeczy, których nie spróbowały, ale problem polega na tym, że wszyscy robimy dokładnie to samo. Marudzimy, grymasimy, szufladkujemy, nie próbujemy.

Zwykle pozostajemy w tych swoich klapkach na oczach, bo trudno poddawać w wątpliwość wszystko i próbować wszystkiego. To całkiem zrozumiałe. Ale jednocześnie śmieszne kiedy spotykasz kogoś kto ma absurdalne zdanie na temat, który akurat ty dobrze znasz. Nie wytłumaczysz mu, bo on wie.

Niegrzecznie też pytać czy próbował tego, czytał o tym, spotkał kogoś takiego, ma na ten temat jakieś dowody. Zwykle zamknie się w sobie i nastąpi reakcja obronna.

Każdy ma coś co dla kogoś innego jest techno i coś co on odbiera jako techno.

 

Wpływ mamy tylko na siebie, więc pozostaje samego siebie zmusić do powściągliwości w ocenach. To jest trudne, bo mózg uwielbia zająć stanowisko w sekundę, a potem dopasowywać do tego uzasadnienia. Nikt nie lubi uznać, że się mylił, albo, że jego wizja świata była oparta na wątłych fundamentach.

 

Dlatego jeśli kiedyś w twojej obecności wypowiem się o jakimś techno, którego nie znam – odeślij mnie do mojego własnego tekstu.

Wiesz cokolwiek o tym, czy tak tylko sobie pierdolisz, Marcin?

 

Ale disco polo to jednak nigdy nie będę słuchał. Bez przesady z tą otwartością.

 

A na koniec trzy nietechno dla uprzedzonych.