21 kilometrów i 97,5 metra. Mi na to zeszły 2 godziny, 7 minut i 6 sekund. Średnio, choć patrząc z perspektywy moich początków – świetnie.

WP_20160618_004

To było jakoś pod koniec 2014 roku. Narastająca myśl, że trzeba posprzątać w życiu zaczęła przekładać się na działania operacyjne. Wypisałem na kartce kilka rzeczy, które chciałem regularnie robić lub nie robić przez najbliższe 30 dni. Nie zaszkodzi spróbować, zobaczymy co się stanie.

Trzeba było jeszcze dopisać jakiś sport. Zgodnie z kryterium minimalizacji kosztów i maksymalizacji zysków wpadłem na bieganie. Nic nie trzeba mieć, niczego nie trzeba się uczyć, a długotrwałe efekty będą korzystne.

I tak sobie biegam. Zacząłem się zastanawiać po co, kiedy po sobotnim półmaratonie ledwo wypluwałem z siebie zawartość żołądka, będąc na krawędzi przytomności. Po zastanowieniu wiem – tu nie chodzi o kondycję, płuca czy nogi. Chodzi o głowę. Wiesz, że nie zatrzymasz się, nawet kiedy czujesz się najgorzej, leje deszcz czy nie masz już na nic siły. Wystarczy przenieść to myślenie na inne sytuacje i już wiadomo po co jest bieganie.

abc 

Czy to może być przyjemne?

Jak pierwszy raz poszedłem biegać, to szybko wróciłem. Jakieś dwa kilometry biegania, a potem pół godziny leżenia.

Jezu, jak można to robić przez godzinę?

 

Prawda jest taka, że żeby nauczyć się biegać trzeba… zacząć biegać. Nie ma innej odpowiedzi na pytania niektórych „jak zacząć?”. Po prostu zacznij. Zobacz co się stanie.

Gdyby ludzie zamiast myśleć „co będzie?” poświęcali choć połowę tego czasu na przedmiot myślenia nie musieliby już tyle myśleć.

 

Korzyści z biegania

Wiadomo, że głowa to nie wszystko, choć dla mnie jest kluczowa. Nic tak nie uczy zawziętości, wytrwałości i samozaparcia jak realizowanie swoich planów wbrew wszystkiemu. Pada, ale i tak wychodzisz, bo wiesz, że to tylko wymówka i zawsze można jakąś znaleźć, większą czy mniejszą. Deszcz, śnieg, wiatr, zmęczenie, godzina, samopoczucie, obowiązki, problemy. Zawsze jest coś co można uznać za wystarczający powód, żeby nie iść do przodu.

Bieganie uczy, że sukces to proces. Najpierw nie możesz przebiec trzech kilometrów, potem pięciu, a w końcu udaje się biec przez godzinę. Dziesięć kilometrów, piętnaście. Każdy ma swoje tempo dochodzenia do następnych kroków, ale kolejny sukces nie byłby możliwy bez tych wcześniejszych. Zaczynając biegać nigdy nie myślałem o maratonach, półmaratonach czy dziesiątkach. Myślałem o kolejnym kroku, który zawsze cieszył. A kolejne kroki składają się w sumie na całkiem duży sus.

Bieganie sprowadza cię na ziemię i uczy pokory. Można na swój temat myśleć różne rzeczy, ale kiedy miałeś kilka tygodni przerwy i idziesz pobiegać, a okazuje się, że masz nogi z waty – wiesz, że trzeba znowu wziąć się w garść. Bieganie jest żmudne, długo trwa i pokazuje kim jesteś. Człowiekiem z milionem słabości, śmietnikiem przekonań w głowie i ciałem o które można dbać, ale które i tak w gruncie rzeczy jest słabe.

Bieganie daje ci młodość. Jasne, że jednocześnie zacząłem lepiej jeść, a to ma jeszcze większy wpływ. Jedzenie to jedna rzecz, ale druga rzecz jest taka, że z samym jedzeniem nie mógłbym być wszędzie na czas. Teraz nie ma dla mnie problemu przebiec gdzieś kilometr czy dwa, bo komunikacja miejska istnieje tylko teoretycznie. Trzeba to trzeba.

 

No, a tu takie tam z medalem. Sprzed 9 miesięcy miesięcy, bo w sobotę medal zgubiłem. Bieganie ma wiele plusów, ale na roztrzepanie nic nie działa. Damn.

P1040765