Dla wszystkich, którzy płaczą nad tym, że jego sąsiad nie czyta Greya.

photo-1456315138460-858d1089ddba

Kilka dni temu media obiegła informacja, że 63% Polaków nie przeczytało w ubiegłym roku żadnej książki. Kilkanaście procent nie przeczytało nawet żadnego dłuższego tekstu.

I co? I nic. Nastąpiło rytualne biadolenie tych samych ludzi co zwykle, którzy będą „oświecać” pozostałych za ich własne pieniądze.

Podobne statystyki pojawiają się co roku i co roku jest ta sama śpiewka. Trzeba więcej promować, więcej uświadamiać, więcej zachęcać. A za rok kolejne badania, kolejne biadolenie i kolejne zachęcanie. A zachęcający ciągle zatroskani i ciągle zmartwieni.

 

Żeby była jasność – sam jestem w tych 37%, które książki czytają, ale nie robię z tego wielkiej sprawy. Powiedzmy sobie uczciwie – większość z tej mniejszości czyta bzdury z których nic nie wynosi. W czym lepsze jest przeczytanie przygód wstydliwej cnotki z alfa-Greyem od obejrzenia ich w filmie, albo od wyjścia na spacer? Z psem lub nawet bez niego. Według mnie – w niczym.

Żyjemy w świecie w którym ilość rozrywek jest nieporównywalnie większa niż kiedykolwiek wcześniej. Nasz mózg jest bombardowany bodźcami i pada ofiarą permanentnego rozrywkowego gwałtu. Czy naprawdę tak dziwne jest, że wobec takich okoliczności ludzie wybierają inne rozrywki niż czytanie książek?

Według statystyk, którymi podniecają się „światli komentatorzy promujący czytelnictwo” ktoś kto przeczytał piętnaście romansów dla rozrywki jest piętnaście razy bardziej oczytany niż osoba, która przez rok studiowała wielostronicowy traktat filozoficzny.

Przestańmy fetyszyzować sam proces czytania. Chcesz czytać – czytaj. Ale czytaj coś z czego wynosisz wartość.

I w ogóle kto powiedział, że wszyscy muszą czytać książki? Ja nie chodzę do opery, bo nie lubię. I nie wstydzę się tego. Chcesz mnie pouczać, że to głupie i niekulturalne – pouczaj. Ale od tego płakania gust mi się nie zmieni.

 

Z całego biadolenia na temat nieczytania można wynieść jedną ogólniejszą uwagę – media opanowali ludzie, którzy wiedzą lepiej. Oni uwielbiają z pozycji autorytetu pouczać głupi lud. W artykule, który przeczytałem wypowiadali się „eksperci”, którzy chcieli promować czytanie książek poprzez propagandę w serialach pokazywanych w państwowej telewizji, których tytułów nie pamiętam. Chociażby przez to, żeby bohaterowie czytali książki i w ten sposób przekonywali widzów.

Czy można wyobrazić sobie większą pogardę dla ludzi? Zabierać komuś pieniądze po to, żeby produkować seriale i tam wciskać mu przekaz podprogowy co ma robić w wolnym czasie.

A pieprzcie się.

 

Zawsze ten sam protekcjonalny ton.

Nie czytacie, więc będziemy wam wciskać propagandę, żebyście to polubili.

Jesteście za mało patriotyczni, więc będziemy kręcić za wasze pieniądze filmy, które was urobią jak trzeba. I będziemy waszym dzieciom wciskać do głowy nasz system wartości poprzez przymusowe, publiczne szkoły.

Będziemy stawiać billboardy, żeby namawiać was do kochania Cyganów, czy kogokolwiek innego. Na pewno po obejrzeniu takiego billboardu zaczniesz ich kochać. Na pewno.

Musimy wam zabierać pieniądze na wasze ubezpieczenia na starość, bo jesteście za głupi, żeby sami zadbać o siebie.

Wszystko żeby spełnić swoje mokre sny o ludziach, którzy będą jednakowi, idealnie wyprodukowani przez oświeconych. Bezpieczni niewolnicy.

A pieprzcie się. Zajmijcie się sobą.

 

Jeżeli spotykasz mędrka, który zaczyna mówić w liczbie mnogiej – chociażby, że „jako Polacy nie czytamy…” – pogoń dziada. I trzymaj się za portfel.

Aha, ale blogi czytajcie. Blogerzy są mądrzy i mają rację.