Uczyli nas wszystkiego, tylko nie tego co jest naprawdę istotne.

photo-1464582883107-8adf2dca8a9f

Każdy kto dyskutował kiedyś na temat nonsensów programu nauczania w szkołach musiał dostać w twarz argumentem „no dobra, ale szkoła nie tylko uczy – też wychowuje”.

Ta, jasne.

Wychowuje? Kogo?

Ja pamiętam wiele nauczycielek, które narzekały na to, że słabo im płacą, muszą użerać się z nami i ogólnie, że jest źle.

Takiej, która byłaby wzorem mądrości życiowej nie pamiętam żadnej. Od żadnej nie dowiedziałem się tego co robić i myśleć żeby być szczęśliwym. Lekcje były o wszystkim, ale „o życiu” nigdy. Żadna godzina wychowawcza nie była nigdy poświęcona takim tematom. Jak być radosnym, jak nie przejmować się opiniami innych, co robić, żeby nie rozpieprzył ci się związek – to tematy, które szkoły nie interesują.

Główną linią było to, żeby się uczyć, iść na studia, znaleźć pracę i ogólnie być takim jak wszyscy. Tylko, że im się to wszystko udało, a mimo to wciąż narzekały. Coś widocznie musi być nie tak z tą ich metodą.

 

Szkoły nie interesuje życie

Szkoła nie tylko nie wychowuje, ale też daje złe wzorce.

Schemat życia” wspomniany wyżej to świetny sposób, żeby wbić sobie w głowę szkodliwe schematy i zabić swój indywidualizm.

 

Co za paradoks. 12 lat edukacji i nigdy nie pamiętam, żeby kogokolwiek interesowało:

  • jak być szczęśliwym,
  • jak radzić sobie z porażkami, odrzuceniem, smutkiem,
  • jak być naturalnie pewnym siebie,
  • jak nie przejmować się opiniami innych,
  • jakie przekonania na temat życia są słuszne, a jakie nie,
  • jak wyglądają relacje i związki.

 

Krótko mówiąc – to co najbardziej interesuje dosłownie wszystkich, w ogóle nie jest poruszane na lekcjach w szkole.

I co, dalej ktoś twierdzi, że szkoła wychowuje? Chyba wychowuje jak być takim jak wszyscy. Narzekającym, sfrustrowanym niewolnikiem systemu, który nigdy nawet nie zaczął się zastanawiać nad fundamentalnymi kwestiami. Umie liczyć równania, analizować wiersze, ale jak posprzątać własne życie nie ma pojęcia.

 

Doktorat z życia to nie doktorat?

Wiele osób cieszy się z tego, że skończyło szkołę czy studia, bo już nie muszą wkuwać bezsensownych rzeczy. To zrozumiałe, też się z tego cieszę, ale jednocześnie ciągle się czegoś uczę.

Bo uczę się tego co mi się opłaca. Rzeczy, które mi się przydają i które mnie interesują.

 

Ludzie uważają wiedzę „o życiu” jako coś co nie jest żadną edukacją. Coś o czym można przeczytać w Cosmo na plaży, posłuchać od księdza w niedzielę na kazaniu lub powymieniać się niewiedzą z kumplami przy piwie. I za chwilę o tym wszystkim zapomnieć. „Pieprzenie, lepiej zająć się czymś konkretnym”.

To jest dla mnie naprawdę szokujące. Wszyscy płyną, ale mało kto zastanawia się nad tym w jaki sposób płynąć, żeby mniej się męczyć, albo, żeby płynąć w kierunku gdzie jest piękna, skąpana w słońcu plaża z uśmiechniętymi Mulatkami w bikini, a nie śmierdzący kawał żwiru na którym nie ma nikogo.

 

Jak się uczyć życia?

Po pierwsze – zdać sobie sprawę, że formalna wiedza to nic. Po co ci wiedzieć wszystko, jeżeli wciąż będziesz nieszczęśliwy? Rzeczy naprawdę ważne to rzeczy do których trzeba dojść samemu. Rzeczy naprawdę mądrych nie da się wyuczyć, tak jak można się nauczyć czytania, programowania czy liczenia logarytmów. To zupełnie coś innego.

Po drugie – obserwować siebie. To technika szeroko omawiana we wschodniej filozofii, które daje niesamowite efekty. Czy jeżeli się denerwujesz i zdajesz sobie z tego sprawę, to bardziej sobą jesteś obserwując zdenerwowanie czy będąc zdenerwowanym? Postawienie się w roli obserwatora i przyzwyczajanie do tego umysłu pozwala odcinać się od negatywnych emocji i mniej przejmować się opiniami innych. W końcu inni widzą nie ciebie-obserwatora, ale jedynie pewien obraz.

Obserwowanie siebie to również robienie tego co lubisz. Namawiam na tym blogu do zdrowego egoizmu, a jego podstawą jest właśnie samoświadomość. Nie jesteś nic nikomu winien, żyjesz dla siebie. Wszelkie schematy mogą być dobre dla większości, dobre dla twojego otoczenia, ale nie muszą być dobre dla ciebie. Skończ słuchać innych, zacznij słuchać siebie.

Po trzecie – uczyć się. Nikt nie jest najmądrzejszy na świecie. Czytaj książki, czytaj blogi, oglądaj filmy, spotykaj się z ludźmi. Wszystko to daje ci możliwość poznania różnych punktów widzenia i różnych stylów życia. Staraj się uczyć od każdego jak najwięcej. Od dosłownie każdego można wyciągnąć jakieś zdanie czy postawę, która zostanie z tobą na dłużej. Otwórz oczy i bądź ciekawym świata. Skończ kisić się w sosie złożonym z własnych przyzwyczajeń i ludzi, których znasz od lat. Spotykanie nowych ludzi i nowych punktów widzenia – zarówno poprzez nowe kontakty, jak i książki – pozwala ci lepiej rozumieć siebie.

 

Na świat nauki pewnie nie wpłyniesz. Na siebie tak.

Więc nad czym bardziej opłaca się myśleć?