Miałem walczyć ze swoją złośliwością, ale znowu nie wyszło. Ostatni raz, od jutra to rzucam.

photo-1434123700504-d8cfba6a12c8

Od jakiegoś czasu obserwuję na fejsie pewne zjawisko. Zwykle w takich sytuacjach pisze się „ciekawe zjawisko”, ale ono chyba nie jest ciekawe. W gruncie rzeczy nie jest w ogóle ciekawe, ale choroba ta staje się udziałem coraz większej ilości osób, więc potrzebna jest moja interwencja.

Jeśli nawrócę choć jednego grzesznika – będę spełniony. Jeśli ktoś też cierpi z powodu choroby innych i poczuje się zrozumiany – będę spełniony.

A zresztą – i tak będę spełniony. Ale dobra, przejdźmy do rzeczy.

 

O co chodzi?

Wchodzę na fejsa i codziennie moją twarzoksiążkę zalewają polubienia grafik z różnymi pseudo-aforyzmami. Ni to memy, ni to cytaty. No, właśnie takie pseudo-aforyzmy i pseudo-mądrości z różnych dziwnych fanpage’y, których nazw nie zapamiętuję.

Przykłady:

Ona: „Nie kłóć się ze mną”. On: „Dlaczego?” Ona: „Bo prędzej czy później i tak sam przeprosisz”. 2 tysiące lajków. Nieźle, co?

Szukam prawdziwego mężczyzny. Nie interesuje mnie żaden niedojrzały cipeusz, który lajkuje zdjęcia rozebranych dziewczyn i który co weekend imprezuje do białego rana”. Tutaj jeszcze lepiej, 4,6 tysięcy polubień.

Chyba byłam ślepa, bo skurwysyńsywo masz wypisane na twarzy”. Aha. Tutaj gorzej, tylko 1,1 tysiąca.

Przykładów można mnożyć. Wszystkie te strony i grafiki łączy jedno – skupiają wokół siebie same kobiety, które lajkują to i poklepują się nawzajem po internetowych plecach. A ja się pytam – czy od tego lajka ten jej znajomy skurwysyn pomyśli „no, rzeczywiście, postępuję źle”, a ten cipeusz stanie się prawdziwym mężczyzną?

Odpowiedź: w obu przypadkach nie. Jedyny efekt jest taki, że każdy normalny facet widząc, że lajkujesz te wszystkie bzdury ma ochotę zamienić Facebook na facepalm.

 

Przed naszą erą, pardon, przed powstaniem Internetu, wszystkie te myśli z grafik kłębiły się w głowach kobiet, ale też zwykle tam pozostawały. Ewentualnie były komunikowane niewielkiej grupie innych kobiet, które rytmicznie kiwały głowami i patrzyły ze współczuciem. Internet ma wiele plusów, ale ma też minus. Tu nic nie ginie i wszystko jest jawne.

Kiedy lajkujesz te wszystkie strony – obnażasz się. Mężczyźni są w stanie wybaczyć wiele, ale z racji bycia wzrokowcami – tylko na żywo. W Internecie nie widzą cię, więc tu logika jest na pierwszym planie.

Podsumowując – dobra rada: jeśli serio utożsamiasz się z tymi wszystkimi mądrościami, to utożsamiaj się, ale po cichu. Dla własnego dobra. Korzystając z ładnej pogody polecam opuszczenie fejsa i świeże powietrze na otrzeźwienie.

Prawdziwe domyśl się odbywa się bez podpowiedzi, więc po co te kliknięcia? Niech zostanie jak było, bez żadnych podpowiedzi. I bez widowni.