Jeżeli jesz mięso, bo nie rusza cię cierpienie zwierząt – to tekst dla ciebie. I nie będzie nic o cierpieniu.

photo-1473093295043-cdd812d0e601

Dzisiaj mija dzień numer 22. Założyłem sobie 30, ale już teraz wiem, że bez problemu wytrwam.

 

Czemu warto ograniczyć lub wyeliminować mięso?

Dla siebie.

Nigdy nie trafiały do mnie argumenty etyczne dotyczące (nie)jedzenia zwierząt. Wiem, że dla wielu osób to główny argument, ale po mnie jakoś zawsze to spływało. Tak, oglądając wszystkie nagrania z rzeźni odwracałem wzrok, ale po kilku minutach nie myślałem o tym. Taki lajf, co zrobić, jesteśmy wyżej w hierarchii dziobania.

Jak ktoś dyskutuje o diecie mięsnej to w 90% przypadków argumenty będą dotyczyć etyki. Były one już poruszane miliony razy i każdy ma swoje zdanie.

I tu chyba leży największy problem. Fani mięsa, czy częściej anty-fani diety roślinnej, bardzo często myślą jak ja kiedyś – że to jedyne argumenty. Te o cierpiących zwierzętach, rzeźniach i o tym kto ma prawo odbierać życie.

 

A ja się tym zajmować nie chcę. I tak każdy okopał się na swojej pozycji.

To jest egoistyczny blog, więc pomyślcie o własnym zdrowiu.

 

Nie zamierzam tu odkrywać Ameryki, więc zainteresowanych wpływem mięsa na zdrowie zapraszam do wysłuchania świetnego podcastu Więcej Niż Zdrowe Odżywianie na ten temat.

 

Główne argumenty są następujące:

  • Białko zwierzęce działa rakotwórczo, co zostało potwierdzone wieloletnimi, największymi w historii badaniami. (Zainteresowanym polecam książkę „Nowoczesne zasady odżywiania”, gdzie wszystko jest szczegółowo opisane).
  • Znajdujący się w mięsie ssaków kwas sialowy karmi komórki nowotworowe (I chociażby dlatego lepiej jeść ryby i białe mięso, a czerwone wyeliminować lub ograniczyć w pierwszej kolejności).
  • Mięso szeroko dostępne na rynku nafaszerowane jest chemią. Zawarte w nim antybiotyki zmniejszają skuteczność ich działania w przypadku choroby, a hormony docierają do nas w wieku dojrzewania szybciej niż wynikałoby to z natury, co z kolei wpływa na wzrost ryzyka szeregu dolegliwości w przyszłości.

 

Jak się za to zabrać?

Jak zwykle – dać sobie limit czasu. Zmiana życia w 30 dni. Widzimy koniec próby, jeżeli będzie trudno.

 

A właściwie czemu nie weganizm?

Z wygody. Jeżeli jesteś przyzwyczajony do produktów odzwierzęcych – łatwiej odstawisz na początku tylko mięso, a nie wszystko. Jak już wielokrotnie pisałem – ludzie chcieliby zmienić mnóstwo, ale widząc tę kolosalną różnicę między chcę a mam nie robią nic. Nie rozumieją tego, że żeby osiągnąć 100% trzeba najpierw osiągnąć 5, 10 czy 30.

Ja jestem pragmatykiem i wolę dać sobie najpierw te 10% i wprowadzić w życie, zamiast myśleć nad tym jak to byłoby mieć 100. Nie lubię sobie utrudniać i się katować – zaczynam od tego co łatwe, mając w głowie możliwość osiągnięcia wszystkiego kiedyś.

 

Rady na start.

Po pierwsze – musisz się nauczyć nowych potraw. Poprzeglądaj blogi kulinarne i znajdź kilka przepisów, które wyglądają na smaczne i proste do zrobienia. Czytaj opinie pod przepisami – w wielu sprawach większość się myli, ale akurat kubki smakowe wszyscy mamy podobne.

Po drugie – pamiętaj, że owoce, koktajle, orzechy i nasiona to też jedzenie, które warto mieć pod ręką.

Po trzecie – zakupy na zapas. Kupuj wszystko co potrzebne i zawiera się w poprzednich punktach. Nic tak nie działa przeciw postanowieniom jedzeniowym jak brak dobrego jedzenia w zasięgu wzroku.

 

Co mi to dało?

Rozwinięcie się kulinarne.

Nagle orientujesz się, że większość potraw jakie znasz opierały się na mięsie. No to szukasz alternatyw. I znajdujesz takie, które są mega.

Moim odkryciem jest chociażby ten przepis na kaszę jaglaną z warzywami. Wiem, brzmi jak Coś Co Nie Może Mnie Niczym Zaskoczyć. Smakuje jak Coś O Czym Powiesz Wszystkim.

wp_20160916_007

Podsumowując ten punkt – twoja baza potraw się zwiększa i nawet jak wrócisz do mięsa to będziesz miał dużo nowych, smacznych potraw, których w innych warunkach byś nie zrobił.

 

Poczucie, że to możliwe.

Kiedyś wydawało mi się, że wegetarianie i weganie to jacyś nadludzie, bo prawie wszystko opiera się na mięsie. Teraz wiem, że spokojnie można się bez niego obejść i istnieje cała masa roślinnych, smacznych alternatyw do pozyskiwania białka. Wystarczyło spróbować.

 

Poznanie nowych produktów.

Ciecierzyce, soje i inne tofu…

Tak jak z przepisami – zwiększasz wachlarz możliwości. No bo umówmy się – kto niewege kupuje tofu?!

 

Silna wola, cierpliwość, mental.

Jak we wszystkich wyzwaniach. Im bardziej lubisz mięso – tym lepiej.

 

Zdrowie?

No właśnie, Marcin. Zacząłeś o zdrowiu, a tutaj o tym nic. Więc na co ci to było?

Argumenty zdrowotne są przede wszystkim długofalowe. Tak, wielu wegetarian i wegan deklaruje lepsze samopoczucie po odstawieniu mięsa, ale osobiście tego nie odczułem. Może przez to, że generalnie odżywiałem się dobrze i nie jadłem jakichś przesadnych ilości mięsa.

 

Co dalej?

Nie, nie będę 100% wege. Będę tak na 60%.

Nigdy nie byłem fanatykiem zdrowego jedzenia. Traktuję je bardziej instrumentalnie. Eliminuję to co jednoznacznie złe, biorę to co dobre i zdrowe, ale jak coś mi smakuje i nie jest do końca zdrowe to nie widzę też powodu, żeby rezygnować z tego całkowicie. Ważne są proporcje i świadomość. Poza tym mięso ma też plusy – chociażby witamina B12.

Pewne jest to, że dzięki wyzwaniu będę jadł więcej roślin, bo po prostu już wiem co jeść i wcale nie jest tak – co myśli wielu mięsożerców – że roślinne to gorsze.