Fani poprawności i wodolejstwa pewnie nazwą ten tekst kontrowersyjnym, ale mój blog nigdy nie aspirował do bycia miejscem grzecznym, kulturalnym, miłym, ciepłym i różowym. Prawda nas wyzwoli, więc proszę za mną.

165aTVpzTXGMXu1azUdy_IMG_8468

Jeśli chodzi o dynamikę damsko-męskich interakcji – kobiety mają gorzej. Od małego są wychowywane w kulturze, która wmawia, że wolno im mniej. Powinny czekać na pierwszy, drugi czy ostatni krok mężczyzny, bo nie wypada im przejmować inicjatywy. Nie mogą robić tego czy owego na n-tej randce, bo zostaną nazwane łatwymi. Nawet nie na randce – integrowanie się z nieznajomymi w klubach przebiega w dużo szybszym tempie gdy w pobliżu nie ma dalszych znajomych, mniej zaufanych koleżanek czy wychowanych na tych samych przekonaniach kolegów, którzy za plecami będą nazywać je obraźliwie, bo sami nie będą z nimi w tych „strasznych” rzeczach uczestniczyć.

Wszystkie te przekonania i schematy sprowadzają się do tego, żeby wbić kobietom do głów, że każde zachowanie odmienne od ogólnie przyjętego wzorca będzie oznaczało, że się nie szanują, są łatwe, puszczalskie, są dziwkami itd. Określeń jest mnóstwo.

Mało przyjemne, co? Żadna nie chce być tak nazywana, więc nawet kiedy sama czuje, że nie zgadza się z tymi schematami to zwykle na zewnątrz będzie przytakiwać obiegowym opiniom i wszelkie praktyczne odstępstwa od reguł, które są niepisaną normą będzie zachowywać dla siebie i zaufanego grona koleżanek. Życie w ciągłej hipokryzji staje się więc codziennością, bo łatwiej jest pogodzić się z rzeczywistością niż walczyć z całym światem i słyszeć dziesiątki niewybrednych komentarzy na swój temat.

W tym samym czasie mężczyźni mają ciche przyzwolenie na wszelkie bardziej rozwiązłe zachowania z samego faktu posiadania określonej płci. Nie muszą się przejmować pogardliwymi określeniami, bo takie praktycznie wobec nich nie występują. Robisz co robisz, twoja sprawa. Niektórzy nawet cię poklepią po plecach z uznaniem, bo będzie to dowodzić wysokiego statusu społecznego i ogarnięcia.

Życie towarzyskie przypomina dziś ciągły teatr hipokryzji. Kobiety udają grzeczniejsze niż są naprawdę, a mężczyźni udają bardziej niegrzecznych. „Dobra” kobieta ma być grzeczna i ułożona, a „dobry” mężczyzna niegrzeczny i nieułożony. A w praktyce i tak przecież jedni i drudzy muszą się spotkać gdzieś pomiędzy.

 

Dobra, ale co z tym tytułowym szanowaniem się? Co to w ogóle znaczy?

Dla mnie szanowanie siebie to podążanie w tę stronę, którą uważa się za słuszną. Szanowanie swojego zdania, szanowanie swojej odrębności i dopasowanie do tego swoich czynów.

Ta dość oczywista definicja stoi w sprzeczności z tym co społecznie uważa się za szanowanie siebie. Skupię się na kobietach, bo wobec mężczyzn nawet nie operuje się taką kategorią.

Czy kobieta, która całuje się w klubie z facetem, którego poznała chwilę wcześniej się szanuje? Według mnie jeżeli miała na to ochotę to tak. Uszanowała swoje zdanie i zrobiła to co chciała. Zdaniem obrońców moralności – nie. Czemu nie? Tego nikt nie wie, ale tak się przyjęło, więc grupa ta będzie do upadłego potępiać takie kobiety i nazywać je pogardliwie, co sprawia, że przyjmują one potem maski świętszych niż są naprawdę, bo każdy facet, którego napotykają może być wyznawcą tych społecznych przekonań.

Możecie sobie podstawić pod sytuację z klubu dowolny inny przykład. Jednorazowy seks, wyzywający strój, regularny seks poza związkiem, seks przed ślubem, spotykanie się z kilkoma jednocześnie, seks oralny, jakiekolwiek inne mniej lub bardziej popularne bezeceństwa. W każdym z tych przykładów istnieje grupa ludzi, która uważa to za złe. I niech sobie tak uważają, bo każdy ma święte prawo robić ze sobą co uważa za słuszne. Niech tylko nie mówi, że ten kto postępuje inaczej nie szanuje się.

Nie szanuje się ten kto brnie w schematy, które mu nie pasują, a nie ten kto robi to na co ma ochotę. Wydaje mi się, że ci, którzy według norm społecznych się „nie szanują” w rzeczywistości nie szanują jedynie opinii innych ludzi, a swoją własną i samego siebie szanują jak najbardziej.

I bardzo słusznie. Ja zamierzam się nie szanować na całego. Dla mnie po pierwsze ja, dla ciebie po pierwsze ty.