Przeczytasz ułamki procenta wszystkich książek świata. Przeglądanie oferty księgarni, żeby „coś znaleźć”, to strata czasu.

lacie-slezak-128106

Z okazji światowego dnia książki – czy jakoś podobnie brzmiącego kolejnego „święta”, które świętują tylko media – skupię się na kwestii zasadniczej.

Akcje społeczne typu „zachęcanie do czytaniaskomentowałem już rok temu na blogu, a dla nieczytających na jutubie zrobił to Szczepan Twardoch. Zainteresowanych zapraszam w te dwa miejsca.

Zamiast wciskania masom na siłę kolejnej części przygód Greya i jego uległej znajomej, tłumacząc to wszystko względami intelektualnymi, warto skupić się na tym co warto przeczytać, a nie czy ogólnie warto ruszać oczami.

Mnóstwo osób nie zastanawia się nad tym i idąc za promowanymi trendami stara się czytać cokolwiek i w końcu wybiera coś, co akurat nawinie się pod rękę na półce w księgarni lub bibliotece. Każdy może to zaobserwować będąc w którymś z tych przybytków.

Totalny przypadek. A nawet będąc w elicie czytelnictwa – czytając jedną książkę miesięcznie – jesteśmy w stanie przebrnąć jedynie przez 0,0006% wszystkich książek świata. Trochę szkoda zdawać się na taką losowość.

 

Sens czytania książek

Wśród argumentów ludzi, którzy „zachęcają, żeby czytać” najbardziej bawią mnie argumenty pozujące na „praktyczne”.

Będziecie mieć większe słownictwo!

Będziecie lepiej składać zdania!

Rozwiniecie wyobraźnię!

 

Czy tylko dla mnie to brzmi maksymalnie sztucznie i naciąganie? Czy ktoś kiedykolwiek z tego powodu zaczął czytać książki?

 

Niemniej jednak – do mnie argumenty praktyczne zawsze trafiają i dlatego mój główny argument praktyczny jest taki, że dzięki książkom mogę poznać doświadczenia i punkt widzenia osób wybitnych i/lub nieżyjących. Takich z którymi nie mogę porozmawiać na żywo. Przeczytanie książki milionera lub noblisty nie zrobi ze mnie milionera lub noblisty, ale na pewno w tym nie zaszkodzi.

A ja chciałbym być milionerem lub noblistą. Najlepiej jednym i drugim.

 

Podsumowując – czytam książki, bo wpływają na mój sposób myślenia. Czerpię z dobrych źródeł.

Słownictwo mam wystarczająco dobre, a wyobraźnię bujną.

 

0,0006%

Tak jak wspomniałem wcześniej – tyle przeczytasz z ogółu książek świata.

Skąd mi się to wzięło?

Powiedzmy, że zaczynasz na poważnie czytać w wieku 20 lat. Jedna książka miesięcznie. Kończysz zabawę mając lat 80. Albo trafia cię szlag, albo i tak już niewiele ogarniasz. 60 lat czytania razy 12 miesięcy. 720 książek. Wszystkich jest jakieś 130 milionów. 130 000 000. Nieprzeczytanych wychodzi 129 999 280.

wykres2

Widzisz ten pierwszy słupek? To książki, których nigdy nie przeczytasz.

Widzisz ten drugi? Ja też nie. To te, które przeczytasz.

 

To wyjaśnienie dla humanistów. Dla ścisłowców – wiem, że nie ma osi podpisanych.

 

Lista książek do przeczytania

Zdawanie się na przypadek w wielu kwestiach ma sens, ale w tej nie. Czytanie zajmuje dużo czasu, wyborów alternatywnych jest mnóstwo, a dobry wybór może nieść ogromną wartość.

 

W związku z tym – namawiam do zakazania sobie przeglądania półek w bibliotekach i księgarniach. Zero łażenia i szukania na siłę. Grzebiesz w gównie. Większość tych książek nadaje się do śmieci, nie jest dla ciebie, nic o nich nie wiesz, obok są lepsze, milion innych powodów.

 

Strategia co do technicznych spraw jest prosta.

Poradniki, książki specjalistyczne, mające potencjał do wracania doń – kupować i robić notatki, ewentualnie wypożyczać i robić notatki. Robić notatki, robić notatki, robić notatki. Zapominamy BARDZO. Aha, najważniejsze – wiedzę z książek stosować w praktyce.

Powieści – może jestem ultrasem, ale tylko przed snem, w drodze wyjątku lub dla rozrywki. Wiem, że nawet człowiek tak produktywny jak Tim Ferriss nie uważa ich czytania za stratę czasu, ale we mnie wygrywa głos, który tak mi mówi. Żadna powieść nie zmieniła w zasadniczy sposób mojego sposobu myślenia. Książki non-fiction – wielokrotnie. Tutaj też notatki są wskazane. Oczywiście z myślami, które mogą nam się jeszcze przydać. To nie pisanie streszczenia!

Książki nie po polsku – tylko na e-czytniku. Odkryłem to dopiero niedawno i uważam ten sposób nauki języków obcych za ABSOLUTNIE GENIALNY. Nie mamy wyboru, bo książki nie ma po polsku, a my chcemy ją przeczytać i coś z niej wyciągnąć, więc czytamy, bo interesuje nas treść i jednocześnie uczymy się języka, nawet tego nie czując. A na Kindle’u każde słowo możemy sprawdzić w sekundę. Złoto!

 

Jak stworzyć listę książek do przeczytania?

OK, dotarliśmy do części zasadniczej.

Polecam konto na lubimyczytać, goodreads, stworzenie pliku tekstowego, zapisanie w zeszycie, gdziekolwiek byle mieć swobodny dostęp do listy i móc aktualizować ją gdy jest ku temu okazja.

Ja mam lubimyczytać. 331 pozycji jako „chcę przeczytać”. Jak obliczyliśmy wcześniej – do emerytury może doczytam.

 

Jak budować listę książek?

 

  • Rekomendacje osób, które uważamy za wartościowe

Za każdym razem kiedy znajomy, bloger, podcaster, pisarz, przedsiębiorca, ktoś znany, whateva – poleca książkę i mówi, że jest dobra – zanotuj ją sobie. Istnieje duża szansa, że jeśli osobie, która myśli podobnie do ciebie książka się podobała – tobie też będzie. Tak samo z rekomendacjami w książkach, które czytasz. Warto z nich korzystać, jeżeli sposób myślenia autora jest nam bliski.

Co ciekawe – rekomendacje często się pokrywają. W podcaście wspomnianego już Tima Ferrissa (polecam BARDZO) jego goście jako rekomendowane książki polecają te, którzy inni goście polecali także wcześniej. Wyciągając część wspólną z dużym prawdopodobieństwem trafimy na coś wartościowego.

  • Opinie w Internecie

Absolutnie nie zgadzam się, że opinie w Sieci piszą frustraci i głupcy, a ich rekomendacji nie można brać na poważnie.

Po sposobie wypowiedzi świetnie można wyczuć czy pisze to ktoś sensowny czy nie. Oczywiście mówimy też o skali. Wpisy sponsorowane też można znaleźć, ale kiedy jest ich mnóstwo – prawdopodobnie coś nam mówią.

  • Pytanie osób wartościowych

Rozwinięcie punktu pierwszego. Tam było to samoczynne wspominanie o książkach, głównie poprzez materiały w Internecie i książki, gdzie nie możemy dopytywać. W tym punkcie chodzi o proaktywność na żywo, głównie wobec znajomych, których zdanie jest nam bliskie. Co ciekawego czytałeś? Co polecasz w temacie XYZ? Jakie książki najbardziej na ciebie wpłynęły?

  • Nie bądź ekspertem we wszystkim

Dobrych książek w każdej dziedzinie jest mnóstwo. Jeśli chcesz być człowiekiem renesansu – OK. Ja chcę, ale pamiętam o liczbie 720. Godzę się z tym, że w wielu kwestiach ekspertem nie będę.

720 – to mi wystarczy na książki, które stanowią inwestycję i dotyczą mnie bezpośrednio (rozwój osobisty, psychologia, relacje międzyludzkie, biznes). Reszta – rozrywka i zainteresowania.

  • Kwestionuj rekomendacje

To, że ktoś ci coś poleci – nie znaczy, że tobie się to spodoba. Nie zmuszaj się. Olać to. Jeżeli zaczniesz czytać i nie podoba ci się – olać to, zostaw.

720. Możesz wrócić innym razem. Albo nie wrócić. I coś się stanie? Jak zaczną płacić ci za recenzje – wtedy można czytać gówno. W innym wypadku – nie polecam.

  • Nie ma sensu odkrywać Ameryki

Ale, ale… Przecież nie wszystko co dobre jest znane! Ktoś musi znajdować nowe rzeczy!

Jasne. Ale czemu akurat ja? Inni zrobią to za ciebie. To co jest już sprawdzone – jest dobre z dużo większym prawdopodobieństwem. Pozwól innym testować za ciebie.


A wy jak radzicie sobie z liczbą 720?

Jakieś strategie o których nie wspomniałem?