Najgorsze co można zrobić to uwierzyć, że „warto wiedzieć więcej”. Wprost przeciwnie – warto wiedzieć mniej.

agnieszka-p-119611

Pamiętam, że kiedyś miałem poczucie, że muszę być obiektywny i wiedzieć jak najwięcej. Lubiłem mądrzyć się na tematy społeczne i polityczne, więc uznałem, że czerpiąc informacje z różnych źródeł będę nie do zagięcia.

Polubiłem profile wszystkich możliwych czasopism i portali. Od lewa do prawa, mądre i głupie. Tak, żeby „być na bieżąco”. Logiczna konsekwencja banialuk mówionych w szkole – interesuj się, bo to obowiązek. No to wszystkie polubione. Te, które już wcześniej śledziłem i te na które nigdy nie zajrzałem.

I wiecie co się stało?

Zupełnie nic. Na większość z nich nigdy nie wszedłem. Po prostu miałem więcej scrollowania. Ale poczucie, że wiem więcej było. Do czasu aż uznałem, że stworzyłem sobie iluzję.

 

Informacji jest za dużo

Z nadmiarem informacji w dzisiejszych czasach jest jak z banałami pisanymi przez blogerów. Wcale nie wszystko co dla nas banalne jest banalne dla innych, a ci, którzy „wiedzą” często nic sobie z tego nie robią.

Bo każdy wie, że „informacji jest za dużo”. To oczywiste, że kiedyś nie wiedziało się czy na drugim końcu Ziemi ktoś komuś nie dał po mordzie, albo, że jeden watażka nie wykosił drugiego i nie zaczął urządzać życia „obywatelom” po swojemu. Nikt się tym nie jarał na twitterze, nie znało się opinii samozwańczych ekspertów i opinii o opiniach i opinii o opiniach o opiniach. Nie było też insta-walidacji w postaci serduszek pod pięćdziesiątym selfie i wrzucania zdjęć dzieci. Mniej treści, mniej problemów.

I to jest oczywiście banalne, że mózg nawet najmądrzejszej osoby nie jest w stanie przetworzyć całego tego gówna, które produkują ludzie w dzisiejszych czasach, wrzucając do internetu co wlezie. Jest banalne, ale i tak znajdzie się grupa osób, oscylująca wokół liczby kilku miliardów, która sama ochoczo domaga się większej ilości gwałcenia swojego mózgu.

Bo jak inaczej nazwać śledzenie profili, których treści NIGDY nie konsumujemy? Bycie odbiorcą contentu tworzonego przez ludzi, którzy NIGDY nie opublikowali niczego wartościowego, ale przypadkowo są naszymi „znajomymi”? Lubienie profili będących tylko narzędziem promocji produktów, knajp i usług?

Profil Nutelli lubi ponad 30 milionów osób. Smacznego.

 

Ignorancja to cnota

Coraz bardziej utwierdzam się w poglądzie dokładnie odwrotnym do tego, który miałem kilka lat temu. Na nic mi ta „wiedza”.

Ludzie potrafią oglądać codziennie wiadomości czy inne fakty i nie umieć logicznie myśleć. Wiedzą, ale nic z tej wiedzy nie wynika.

 

Media działają non stop i codziennie muszą coś publikować.

Wydarzenia istotnie zmieniające świat zdarzają się bardzo rzadko.

Więc co muszą publikować media?

Bingo. Muszą publikować gówno.

 

A o wydarzeniach zmieniających świat i tak się dowiesz.

 

Korzyści z informacyjnego minimalizmu

  • Więcej czasu

To chyba oczywiste? Omijając rzeczy nieistotne, więcej czasu pozostaje na te istotne.

 

  • Poprawa koncentracji

Kto nie zauważył u siebie problemów z koncentracją na jednej rzeczy – gratulacje – ale prawdopodobnie jesteś w mniejszości.

Jeżeli nie musisz gonić za byciem na bieżąco i nie jesteś ciągle do tyłu z informacjami – możesz lepiej skupić się na całej reszcie. Możesz ją lepiej przyswajać.

 

  • Wyznaczenie priorytetów

Sama świadomość nadmiaru informacji pozwala lepiej zrozumieć siebie i zastanowić się co naprawdę jest mi potrzebne.

Wiedzieć wszystkiego i tak nie dasz rady.

 

Minimalizm w praktyce

  • Obserwowanie tylko profili osób, które lubimy/znamy/chcemy śledzić. To naprawdę nic złego nie wiedzieć co u kolegi z podstawówki.
  • Regularne przeglądy profili/osób, które śledzimy. Zakładając, że śledzonych profili mamy raczej za dużo niż za mało – każda nowa osoba lub profil do śledzenia obliguje nas do usunięcia dwóch, których nie chcemy.
  • Przyznanie się przed sobą, że nasze zainteresowania i znajomości się zmieniają. Warto pod tym kątem optymalizować media społecznościowe. Było, minęło.
  • Nie oglądać telewizji.
  • Oddzielać życie prywatne od optymalizacji social media. To, że lubimy jakiś produkt, usługę, czy nawet osobę, nie znaczy, że musimy śledzić jej aktywność w internecie.
  • Ograniczyć przyswajanie nikomu niepotrzebnych informacji. Pamiętać o zasadzie Nassima Nicholasa Taleba: nie bez powodu idee czy dzieła przetrwały tysiąc lub sto lat. Dajmy dzisiejszym informacjom przejść tę próbę czasu. Kogo wtedy będzie obchodzić co dziś palnął jakiś kretyn w za dużym garniturze?
  • Skupić się na tym co bezpośrednio może wpłynać pozytywnie na twoje życie. Osoby, profile, treści. Zauważ, że 90% zawartości mediów to spam, który cię nie dotyczy.

 

Amen.

A jeśli to co tu piszę nie ma dla ciebie wartości – śmiało nie lub. A jak ma i lubisz – dwa profile do odstrzału. Pierwsza może być Nutella.