Jeżeli idziesz do przodu i się potykasz – nie zapominaj, że i tak jesteś dalej od tych, co od dawna tylko stoją.

rwjydnhatw-alex-wong

W tym roku skończyłem studia.

Tak się przejąłem, że dalej nie odebrałem dyplomu. Gdzieś tam leży na uczelni i pewnie wkrótce go odbiorę, bo jeszcze zmielą, spalą, zgubią, minie termin.

 

Generalnie – od maja mógłbym zapomnieć o nauce i odcinać kupony z tytułu bycia magistrem kierunku po którym można robić coś innego niż biedować.

Można, ale po co?

 

Od niedawna jestem kursantem antystudiów na ASBiRO. Antystudiów, bo ludzie, którzy tam wykładają i studiują są przeciwieństwem wszystkiego, co spotkać można na „normalnych” studiach.

Wykładowcami są sami przedsiębiorcy. Milionerzy, ludzie sukcesu, ludzie czynu, ludzie doświadczeni przez życie. Tacy, którzy nie boją się próbować nowych rzeczy i mogą przekazać coś więcej niż tyle ile można samemu przeczytać w podręczniku. Wielu z nich poza ASBiRO nie występuje publicznie i tylko tutaj dzielą się unikatową wiedzą na temat swojego biznesu, doświadczeń i życiowych refleksji. Sto procent praktyki. Z teorii – tyle co się sprawdza i co jest pożyteczne.

Wśród kursantów nie ma z kolei żadnych „typowych studentów”. Nikt nie musi tu przychodzić, nikt nie musi pisać żadnych egzaminów i nikt nie musi interesować się tym co mówią wykładowcy. Tak się jednak składa, że po każdym wykładzie wokół prelegentów jest dosłownie tłum chętnych do dodatkowych pytań, podczas gdy na „zwykłych studiach” sytuacja gdy ktokolwiek podchodzi do wykładowcy po zajęciach to rzadkość. Po prostu ludzie mówią tutaj z sensem i to przyciąga.

 

Na ostatnim zjeździe jeden z prowadzących zwrócił uwagę na rzecz, która mocno weszła mi do głowy.

To co robimy nie jest normalne. Większość „normalnych” osób z naszego otoczenia popuka się po głowie słysząc, że poświęca się niedzielę na to, żeby tułać się kilkaset kilometrów na „studia po których nie ma papierka”. Człowiek „normalny” w niedzielę wstaje w południe, coś tam robi, choć nic konkretnego, no i jakoś wtedy przychodzi wieczór.

Wiele osób tego nie rozumie. Ja nie rozumiem jak można nie robić nic w kierunku, który przynosi satysfakcję, zamiast tego topiąc się w morzu swojej rutyny, lenistwa i braku zmierzenia się ze swoimi pragnieniami.

W ostatni weekend spałem dosłownie kilka godzin, ale wracając w niedzielę do domu czułem się naładowany energią jak nigdy wcześniej. I wtedy nie miałem żadnych wątpliwości, że warto było wstać w piątek o godzinie o której niektórzy dopiero kładli się spać.

 

Jeśli robisz coś więcej niż inni – pamiętaj, że nie jesteś robotem

Nienormalnym” można być w różnych dziedzinach.

Jak inni leżą – ktoś chodzi na treningi. Jak inni leżą – ktoś uczy się czegoś co daje mu wartość. Jak inni leżą – ktoś tworzy muzykę, obrazy czy cokolwiek innego.

 

I każda z tych osób wie, że dla „normalnych” to normalne nie jest, co niektórzy w mało przyjemnej formie słyszeli wiele razy.

I wiecie co?

Smutne jest, że tyle z tych świetnych osób, które realizują swoje pasje, angażują się w coś co daje im spełnienie, czy ogólnie chcą od życia czegoś więcej – tak często nie docenia samych siebie.

Są źli na siebie, bo odpuścili. Bo coś im się nie udało. Bo angażowali się, a nic nie osiągnęli. Bo złamali się. Bo znowu im nie wyszło. Bo ich nie doceniono. Bo nie zrobili wszystkiego co chcieli.

Ludzie, spójrzcie wokół. „Normalne” jest tutaj leżenie i czekanie na cud. Na lepsze życie, które przyjdzie samo jak się będzie wznosić o nie modły. Na emeryturę, bo nie trzeba będzie nic robić. Na spanie, godzinę szesnastą czy siedemnastą, weekend, na cud, na jutro, na motywację. Na cokolwiek co zdarzy się kiedyś, bo to teraz nie jest wystarczająco dobre.

 

Nie chodzi o to, żeby chodzić po ulicy i mówić o sobie „jestem zajebisty”. Chodzi o to, żeby złapać perspektywę.

Nie chodzi o patrzenie na innych z góry i upajanie się swoimi czynami.

Po prostu spójrzcie na siebie realnie.

Jesteśmy w grupie, której „przewróciło się w głowie” i nie chce czekać, bo życie mija i drugiego nie będzie. Nienormalni realiści.

 

Dlatego jak jeszcze raz od kogoś kto ma mega osiągnięcia i zainteresowania usłyszę narzekanie, bo nie wyszło mu z dziewczyną lub chłopakiem, którzy urodzili się ładni i poza tym nie robią nic – dam po łapkach. Jak usłyszę narzekanie, bo nie poszli na trening choć biegają maratony – dam po łapkach.

Doceniajmy się. Bądźmy skromni, ale realistyczni w tej skromności.

I nie jesteśmy robotami. Każdy ma słabości i każdemu nie wychodzi. Ale już samo to, że biegniemy zamiast stać czyni nas ludźmi z krwi i kości.

Doceniam każdego z was i trzymam kciuki.