Od tego, który nie ma telewizora dla tych, którzy nie mają telewizora i się tym chwalą.

photo-1438109519352-a52c41243c1a

Nienawidzę telewizji. Może nie wyglądam, bo zawsze kiedy jestem gdzieś gdzie jest włączona to gapię się jak głodny na jedzenie, albo pasażer na szybę. To przez to, że jej nie mam. Nie oglądam, nie wiem, nie orientuję się, zarobiony jestem. Ciekawość.

Nienawidzę jej, bo czymś abstrakcyjnym wydaje mi się czekanie w papciach z herbatą w szklance na godzinę 20:15, albo 21:35, aby włączyć telewizor i akurat wtedy obejrzeć to co wybrał dla mnie jakiś specjalista z Warszawy, Londynu czy innego Nowego Jorku. Reklamy przerywane filmem z lektorem, albo kolejny odcinek programu, który zmieni moje życie w ten sposób, że po jego obejrzeniu będę o godzinę bliżej śmierci. Fascynujący sposób marnowania życia, ale mimo wszystko są lepsze.

 

Zauważyłem, że panuje moda na to, żeby szczycić się tym, że nie ogląda się telewizji. To wygodny rodzaj snobizmu, bo co do zasady ludzie z tej grupy mają rację. Większość rzeczy puszczanych w telewizji to strata czasu tak wielka, że ciekawszym wydaje się odpowiadanie na pytania „co tam?” zadawane przez osoby, których jedyną misją jest ich zadawanie i odpowiadanie „aha”, nawet gdybyś odparł, że właśnie wróciłeś z seryjnego morderstwa.

Oni mają rację, ale traktują telewizję jako zło wcielone, zupełnie nie bacząc na to co przychodzi w zamian. Telewizja jest już paździerzem co do którego w dobrym tonie jest się nie przyznawać, ale jednocześnie w miejsce telewizji wcale nie wskoczyły skoki ze spadochronem, randki po których obdzwania się każdego kto ma telefon, loty w kosmos czy czytanie mojego bloga.

Wiecie co przyszło w zamian? Memy, koty, żubry, pseudo-aforyzmy i inwigilowanie znajomych na Facebooku. Dobra zmiana, nie ma co.

 

Pisałem tu już o zjawisku fetyszyzowania czytania książek. Fetyszyzowanie nieoglądania telewizji do druga strona tego samego medalu.

Nie oglądasz telewizji, ale co z tego? Co z tego, jeżeli w zamian wybierasz bezwartościową papkę, która sączy się z monitora, który wskoczył w miejsce telewizora? Internet jest wspaniały, ale jeżeli korzysta się z niego umiejętnie. Umówmy się – większość ludzi tego nie robi. Większość ludzi włącza taki internetowy Polsat i ogląda Kevina w domu po raz trzynasty. Pod postacią memów, głupot, inwigilacji, zabijania nudy.

Patrząc pod kątem selekcji treści można dojść do słusznego wniosku, że telewizja wcale nie jest taka zła. Przecież jest tam dużo programów i filmów, które są wartościowe. Oczywiście, że tak. Przewaga Internetu polega na tym, że jest większa interakcja, samodzielność i większy wybór, ale co do zasady nie ma co potępiać telewizji tak doszczętnie. To tylko forma.

 

Formy się zmieniają. Jedne odchodzą, drugie przychodzą. Jedne są lepsze, drugie gorsze.

Treść jednak pozostaje ta sama. Są rzeczy, które pamięta się po upływie kilku lat. Takie, które potrafią zmienić odbiorcę. Takie, które wzbogacają, pozwalają się zastanowić, zrozumieć coś, spojrzeć na coś z innej strony lub po prostu dostarczają dobrej rozrywki.

Są też takie, które stanowią muł zapychający dni. Ten muł często wpychamy sobie w wolnym czasie, bo jest łatwy w dostępie, popularny, znany, bezpieczny. Tego mułu nigdy nie wspominamy i on nigdy nic nam nie daje poza zabiciem dobra, którego nigdy już nie odzyskamy. Czasu.

 

Nieważne czy oglądasz telewizję, siedzisz w Internecie, czytasz książkę czy robisz cokolwiek innego. W gruncie rzeczy chodzi tylko o to, żeby redukować napływ mułu.