Najlepsza metoda uwodzenia to wcześniejsze uwiedzenie samego siebie.

photo-1461009209120-103a8f970745

            Po ilu dniach odpisać?

            Czy mogę tak wcześnie?

            Czy powinnam zgodzić się na jego pierwszą propozycję?

            A na drugą?

            Za którym razem mogę już nie być zajęta?

            Czy mogę napisać wiadomość po spotkaniu?

            Dzwonić czy pisać?

            Pisać jak nie odebrała?

            Co mam powiedzieć na początku?

 

Bla, bla, bla.


Brzmi znajomo? Kto nigdy nie zadawał sobie podobnych pytań, albo komu nie zadawali ich znajomi czy przyjaciele?

Życie jest tego pełne, Internet jest tego pełny, książki są tego pełne.

Tak jakby istniał idealny przepis na zdobycie czyjegoś zainteresowania. Gotuj godzinę, dodaj dwie łyżki soku z ananasa i potem szczypta soli. Odbierz za drugim razem, zgódź się na drugi termin i nigdy nie odpisuj wcześniej niż po godzinie.

I wtedy będzie twój, twoja.


Odpowiedzi na te pytania zwykle są rozsądne. Tak, niedostępność jest atrakcyjna. Bycie zajętym jest lepsze niż bycie kimś kto cały dzień czeka na wiadomość i jest w stanie poświęcić wszystko żeby się spotkać.

Tyle tylko, że to wszystko to powierzchowność. Zewnętrzna powłoka. Oznaka, znak, trop.

Samo w sobie nie kręci nas to, że ktoś nam nie odpisuje. Kręci nas to, że takie zachowanie zwykle wynika w domyśle z takich cech jak posiadanie wyboru, dystans i brak desperacji. Ciekawe życie, plany i wartość, którą taka osoba potencjalnie może wnieść do naszego życia.


Ostatnio byłem na spotkaniu otwartym z Michałem Pasterskim. Zmiana życia wynika ze zmiany w nas to jedna z trzech rzeczy, które zapisałem sobie w telefonie w notatkach ze spotkania. Dokładnie tak.

Słuchając porad wielu osób wokół i czytając popularne książki o relacjach wszystko odwrócone jest na głowie. Zrób tak a będzie dobrze. Zmień się a będzie dobrze kosztuje przecież więcej, więc komu by się chciało.

 

Autorka popularnej książki „Dlaczego mężczyźni kochają zołzy” na kilkuset stronach przekonuje kobiety, żeby – generalnie – być odbieraną jako niedostępna, niezależna i zajęta. Zachowuj się tak i tak a osiągniesz efekt. Niby wspomina, że to musi wynikać z osobowości, ale po co się tak męczyć, jeżeli na talerzu podany jest atrakcyjny zestaw zachowań.

W wersji dla mężczyzn – „metoda” wynikająca z najpopularniejszej książki o uwodzeniu czyli „Gry” Neila Straussa opiera się na chodzeniu w kapeluszach, opowiadaniu wymyślonych historyjek, stosowaniu mnóstwa sztuczek i – krótko pisząc – pajacowaniu.

Wynika z tego, że ludzie odbierają jako łatwiejsze zostanie aktorem niż bohaterem wymarzonego filmu.


Ryan Gossling lub Jessica Alba. Wybierz sobie kto ci się bardziej podoba.

Wyobraź sobie, że byliście na spotkaniu i dzień później od razu się do ciebie odezwał(a), powiedział(a), że nie ma planów i zaproponował(a) kolejne. Zgodził(a) się na pierwszy zaproponowany termin i odpisywał(a) po sekundzie.

Ale straszne, nie? Na pewno byś jego lub ją olał(a). Zero niedostępności. Żadne trzy dni czy drugie terminy. Wszystko wbrew „dobrym radom” o niedostępności. Straszne!

Zdaniem wielu ludzi, którzy skupiają się na tego typu szczegółach – tak. Zamiast stawać się tym Gosslingiem czy Albą będą za każdym razem zastanawiać się czy odpisują za szybko i czy nie są za mało zajęci. Tak jakby zobaczyli, że David Beckham ma powodzenie i fajny zegarek, więc kupili taki sam za swoje dwie pensje i myślą, że teraz będą jak on. Łatwiej zagrać wartość niż ją wytworzyć, ale prawdziwą wartość się czuje. Czuć komu jest dobrze ze sobą i swoim życiem na tyle, że może, ale nie musi.

 

Wartość to bycie szczęśliwym i niezależnym od otoczenia. Zdobywanie wartości to nie jest kwestia jednej złotej rady czy jednego zachowania.

Mając wartość ma się wybór. Tragedia jak jedyny wybór to kiedy odpisać.