Najbardziej lubię tematy, które interesują wszystkich, ale mało kto o nich głośno mówi. No to pogadajmy.

photo-1461009209120-103a8f970745

O rzeczach najważniejszych mało się dyskutuje. To dziwne, bo kiedy już tego rodzaju temat się poruszy – wszyscy od razu się ożywiają. Tak jakby czekali na sygnał, że szczera rozmowa o związkach, społecznych schematach lub seksualności była w porządku.

To zresztą dość logiczne. Ludzie w większości mają w głowach zaprogramowane co „powinni” myśleć na te tematy, więc każdy kto odbiega od jedynie słusznego modelu woli milczeć lub powstrzymać się od szczerości i czekać na sygnał, że ma do czynienia z kimś kto jest ponad tym. Ponad patrzeniem z góry i karmieniem się głupotami w które samemu się za bardzo nie wierzy, ale „tak trzeba”.

 

Tematów tabu nie uznaję, więc proszę bardzo. Zastanówmy się jak to jest z tą monogamią.

 

Co to w ogóle jest monogamia?

Zacznijmy od tego, że nie ma jednej definicji monogamii.

W skrajnej wersji – to wiara w Mit Przeznaczenia – przekonanie, że na świecie istnieje jedna osoba, która jest dla nas idealna i to z nią powinniśmy uwić sobie gniazdko i siedzieć tam do końca życia. Oczywiście tak się dziwnie składa, że to skrajnie niskie prawdopodobieństwo poznania Przeznaczonej Osoby (jeden do kilku miliardów) zwykle się spełnia. (Tak, to przed chwilą to ironia).

W mniej skrajnej wersji – jest to wiara w to, że w jednym czasie powinno się być tylko z jedną osobą. Tu możliwe są dwa podejścia – pierwsze to przekonanie, że poprzedni partnerzy nie byli Przeznaczeni, albo drugie w którym odrzucamy Mit Przeznaczenia, ale jednocześnie wciąż uważamy, że w danym czasie możemy być w związku tylko z jedną osobą. Zakładając, że ta z którą obecnie jesteśmy będzie ostatnia lub też wcale tak nie zakładając.

Pierwszą wersję nazwałbym konsekwentną monogamią, a drugą, i tak też jest ona nazywana naukowo, seryjną monogamią. Można się spierać na ile drugie podejście to rzeczywiście monogamia. Na pewno jest nią względem czasu, ale nie względem całego naszego życia.

 

Można byłoby dołożyć kolejne problematyczne rzeczy jak np. określenie czym jest to bycie z kimś w danym czasie, bo – jak widać wokół – definicje zdrady są różne. Najogólniej ustalmy, że monogamia wiąże się z – różnie rozumianą – koncepcją wierności.

 

Mój Jedyny i Moja Jedyna, czyli monogamia w praktyce

I właśnie przed chwilą zdefiniowaliśmy paradygmat. To co każdy wie i to co każdy chwalić powinien. System.

Jednocześnie wszyscy doskonale znamy fakty, które – delikatnie pisząc – świadczą o tym, że to wszystko jest jedynie ładną bajką. Dużo osób wierzy w nią tak mocno, że potem dziwią się i rozczarowują.

 

No bo jakie są te fakty?

Co trzecie małżeństwo w Polsce kończy się rozwodem. Tylko małżeństwo, bo związków jako takich to nawet nikt nie liczy. To normalne.

Połowa Polaków i jedna trzecia Polek zdradziło swojego partnera. A to tylko badanie. Na temat rzeczy do której duża część z nas nie przyznałaby się nikomu, a już na pewno nie obcemu ankieterowi. Poza tym – definicja zdrady. Dużo łatwiej stwierdzić, że „e, to nie zdrada”, bo każdy chce we własnych oczach wychodzić na dobrego. Możemy więc przypuszczać, że prawdziwy wynik byłby znacznie wyższy.

 

Na podstawie powyższych faktów możemy jasno stwierdzić, że większość Polaków nie praktykuje monogamii. Może wierzą w nią na poziomie deklaracji, ale podejrzewam, że wiara ta to po prostu schematy społeczne, strach przed zanegowaniem fundamentu na którym opiera się społeczeństwo i brak intelektualnej odwagi.

Teoria swoje, praktyka swoje.

 

Praktyka bez teorii, czyli rozczarowanie miłością

Ostatnio na jednym z portali czytałem wywiad z kobietą, która była zszokowana tym, że po paru latach małżeństwa pożądania praktycznie nie ma, a seks nie smakuje jak kiedyś. W komentarzach pisały dziesiątki osób, które podzielały jej rozczarowanie i utożsamiały się z jej słowami.

Zakładam – choćby z rozkładu statystycznego – że duża część tych osób była dobrze wykształcona, obyta w świecie i mająca więcej niż te dwadzieścia lat, po których taryfa ulgowa na kierunku naiwność nie obowiązuje.

Oto produkty końcowe systemu edukacji – znające bajdurzenia Mickiewicza, potrafiące liczyć pola figur geometrycznych, ale nieposiadające podstawowej wiedzy na temat funkcjonowania relacji międzyludzkich.

 

Mówi się, że teoria bez praktyki jest gówno warta.

Pełna zgoda. W drugą stronę jednak też to działa – praktyka bez teorii prowadzi do tego wszystkiego co czytałem we wspomnianym artykule. Do jednego wielkiego rozczarowania.

Jak to – to nie ma Przeznaczenia? Jak to – to nie będzie zawsze tak jak było? Jak to – nie wystarczy się hajtnąć i spłodzić dziecko, żeby być szczęśliwym? Jak to – nie wystarczy „się starać”, żeby było jak na początku?

 

miłość

(Źródło: Bogdan Wojciszke „Psychologia miłości. Intymność, namiętność, zobowiązanie”).

 

Bum. Już pokazywałem ten schemat przy okazji innego wpisu, ale wiedzy nigdy dość.

Oto najprostsze wyjaśnienie przytaczanych wyżej statystyk dotyczących zdrad. Hormonalne naćpanie, pardon, zauroczenie, minęło i pozostało to co na głębszym poziomie. Ale seksualne instynkty też zostały.

I oto prawda o monogamii. Jest to godzenie się na spadek namiętności pokazany na schemacie. Jeśli obu stronom podoba się ów układ oparty na wyrzeczeniach – w porządku. Szkoda tylko, że większość osób tkwiących w związkach nie ma świadomości tych mechanizmów, wchodzi w relacje bez tej wiedzy lub ignorując ją i woli żyć w hipokryzji.

Znany aforyzm mówi, że hipokryzja to hołd jaki występek składa cnocie. W tym przypadku to bardziej hołd jaki występek składa głupocie. I brak odwagi przed stanięciem z prawdą twarzą w twarz.

 

Brak wiedzy o ludzkiej biologii i psychice połączony z programowym przyjmowaniem monogamicznego modelu związków i skrywaniem tego wszystkiego pod przykrywką tematów tabu to idealny przepis na katastrofę.

 

photo-1453847668862-487637052f8a

Co mówi nam ewolucja?

Nie przybyliśmy na świat znikąd. W największym uproszczeniu – jesteśmy kombinacją kolejnych sukcesów reprodukcyjnych, którym sprzyjały konkretne adaptacje. Przystosowania ułatwiające przetrwanie i przekazanie swoich genów dalej.

 

Strategie seksualne kobiet i mężczyzn się różnią. W największym uproszczeniu – mężczyzna może jednocześnie zapłodnić wiele kobiet, a kobieta może być zapłodniona tylko przez jednego mężczyznę w danym momencie. Wynika z tego, że męska strategia jest nastawiona na ilość, a kobieca na jakość.

 

Mężczyźni ewolucyjnie nie są więc przystosowani do monogamii, co wynika implicite z męskiej strategii.

Na potwierdzenie tego faktu psychologia ewolucyjna podaje szereg faktów dotyczących psychiki mężczyzn, które ułatwiają realizację strategii. Wśród nich są m.in. niższe wymagania wobec przelotnych partnerów niż analogiczne u kobiet, odczuwanie większej niż kobiety potrzeby seksualnej różnorodności, obniżanie wymagań wraz ze zmniejszaniem się możliwości, efekt Coolidge’a (zwiększanie libido wywołane zmianą partnerki seksualnej) czy częstsze niż u kobiet fantazje seksualne związane z różnorodnością.

 

Jednak gdyby kobiety nie miały żadnych interesów w seksualnej różnorodności – mężczyźni nie mieliby z kim realizować własnej strategii. Bilans przecież po obu stronach musi być taki sam.

Wśród hipotez dotyczących kobiecych korzyści z przelotnych romansów są m.in. hipoteza zasobów (pozyskiwanych dzięki nowemu partnerowi), korzyści genetycznych (pozyskanie lepszych, bardziej wartościowych genów lub pozyskanie płodnego partnera w ogóle), zmiany partnera, zwiększanie umiejętności uwodzenia i manipulowanie partnerem.

 

Status samej monogamii z perspektywy ewolucyjnej jest niejasny i kontrowersyjny. Wobec powyższych faktów interesujące jest zastanowienie się nad tym dlaczego jednak monogamia w wielu kulturach stała się dominującym modelem relacyjnym. Warto przy okazji wspomnieć, że na 1231 społeczności uwzględnionych w Atlasie Etnograficznym z 1998 roku tylko 186 zostało określone jako monogamiczne. To tylko 15%!

Wydaje się, że przydatna w rozwiązaniu tej zagadki jest perspektywa memetyczna, czyli swoiste przełożenie ewolucyjnej teorii genów na kulturę. Mem monogamii – przekonanie, że jest to najlepszy model relacji – musi być wyjątkowo mocno zdolny do replikacji. Dodajmy, że memy, co interesujące, mogą być przekazywane i utrwalane niezależnie od tego czy są korzystne dla ludzi bądź nie. Memy żyją dla siebie.


Jak by nie było – temat jest ciekawy i wart zastanowienia. Wokół jednak zastanawiamy się nad wszystkim, ale bardzo rzadko nad fundamentami.

A w tym przypadku to cholernie jest o czym myśleć.