Żaden generał czy ofiara bomby sprzed dowolnej liczby lat nie zasługuje na twojego szampana bardziej niż ty.

photo-1418489614040-ee0ac582072e

Nie ma święta zmarłych, są święta zmarłych. Jedno, drugie, trzecie, dziesiąte.

Świętowanie – jak się przyjęło – to generalnie pochód trumien.

Bohaterowie dawnych wojen, generałowie, przywódcy, żołnierze. Odważni przegrani, naiwni idealiści i pechowcy historii, których los rzucił w złe miejsce i czas, zmieniając ich w kolektywnie czczonych bohaterów, nie pytając wcześniej o zdanie. Trumny indywidualne i trumny zbiorowe. Uwiecznieni z nazwiska i uwiecznieni z przynależności. Wszyscy czczeni, wszyscy martwi.

Wszystkie święta religijne. Dawne – domniemane lub prawdziwe – wydarzenia, których rozgłos pchnął je ku byciu dzisiejszymi świętami, dziś bardziej na zasadzie wiary w religię niż wiary w jej treść.

Bliscy i niebliscy, których groby odwiedza się 1 listopada. Ci o których pamiętalibyśmy i bez tego dnia i ci, których nazwiska brzmią znajomo.

Światem rządzą trumny, a bycie żywym nie wydaje się czymś wartym świętowania. Nawet urodziny dotyczą przeszłości. Wiosna, lato, jesień, zima. Trumna pierwsza, druga, czwarta.

 

Święto Żywych

Jestem przeciwnikiem polityki i rządzenia innymi, więc nie narzuciłbym tego nikomu siłą, ale szczerze namawiam do obchodzenia Święta Żywych. Dobrowolnie, indywidualnie, w wybranym przez siebie terminie.

Jest co świętować. Wszyscy jesteśmy wynikiem dziesiątek następujących po sobie sukcesów reprodukcyjnych. Nosimy w sobie najlepsze geny, które były zdolne do replikacji. Siedzimy na tym żywym, osamotnionym głazie w kosmosie, co nie potrwa jeszcze długo – a w skali wiecznej ciągłości – skończy się zaraz. Życie znaczące dla nas wszystko, a dla Wszechświata nie znaczące nic. Więc niech Wszechświat nie świętuje, ale my tak.

Szampan, proszę.

 

Spełnij marzenie. Zrób coś o czym od dawna marzysz. Powiedz komuś coś szczerego nie odkładając tego na wieczne później. Nie oszukuj siebie, że zaczniesz żyć jutro. Zacznij w Święto Żywych. Zrób coś przyjemnego, zrób coś głupiego. Poczuj emocje i życie. Zaplanuj coś wielkiego i podejmij decyzje, żeby nie skończyć w sferze planów. Zacznij świętować.

Żaden generał czy ofiara bomby sprzed dowolnej liczby lat nie zasługuje na twojego szampana bardziej niż ty.

 

Świętowanie jest kwestią proporcji

Tak, potrzebujemy pamiętać o przeszłości, żeby całkiem nie zwariować i być takimi jakimi chcemy być. Chcemy pamiętać, ale coraz bardziej tracimy proporcje i poświęcamy się, wcale nie z potrzeby serca, ale z potrzeby bycia akceptowanymi przez innych, przez zasady, przez system. O tych, którzy chodzą ci po głowie możesz myśleć każdego dnia, nie tylko tego, który narzucił ci kalendarz.

Ludzie z przeszłości, którzy dla wielu stali się przykrym obowiązkiem. Ludzie z przyszłości, którzy mają nadejść kiedyś, żebyśmy w końcu zaczęli być szczęśliwi. Jedyni dostępni – ci teraz – często wydają się niewystarczająco warci świętowania.

 

Przeszłość, przyszłość, inni, wielcy, dawni, zmarli.

Nie trzeba dać się zabić żeby dobrze żyć. Nie trzeba umrzeć żeby być powodem zastanowienia, radości, smutku, przeżywania.

Najważniejsza osoba godna twojego przeżywania jest w lustrze, a wszystko inne to mniej lub bardziej ważne didaskalia.