To nie jest kolejny tekst o aborcji. To jest tekst o życiu.

photo-1444703686981-a3abbc4d4fe3

Jednym z ciekawszych i popularniejszych argumentów uzasadniających istnienie Boga czy jakkolwiek rozumianej siły wyższej jest tzw. argument teleologiczny. W największym uproszczeniu mówi on o tym, że świat jest tak złożony, a stałe fizyczne mają wartości tak idealnie sprzyjające życiu na Ziemi, że musi to świadczyć o istnieniu Projektanta, bo prawdopodobieństwo powstania życia przypadkiem jest skrajnie małe.

Fundament tego argumentu to tzw. zasada antropiczna. Nauki ścisłe świetnie opisują otaczający nas świat, ale pytanie idące o krok dalej brzmi „dlaczego ten świat wygląda akurat tak a nie inaczej?”. Tu wkracza filozofia. Gdyby np. prędkość światła, stała Plancka czy stała grawitacji przyjęły minimalnie odmienne wartości niż istniejące – nie byłoby nas. A przynajmniej w takiej formie w jakiej istniejemy.

Jedni wyciągają z tego dowód za istnieniem Boga, a drudzy zwracają uwagę, że analogia przypadek czy projekt jest chybiona, bo trzecią możliwością jest ewolucyjnie wykształcana złożoność. W dodatku określanie istnienia życia na planecie za statystycznie nieprawdopodobne ma sens na losowej planecie, a nie na planecie na której życie już istnieje, więc oczywistym jest, że określone warunki musiały zajść. Oprócz tego argument z prawdopodobieństwa można prowadzić konsekwentnie o krok dalej i pytać czy istnienie skrajnie złożonego Projektanta nie jest aby jeszcze mniej prawdopodobne niż stworzenie przez niego złożonego Wszechświata.

 

Dobra, wystarczy. To nie jest blog filozoficzny ani teologiczny. Ani w ogóle naukowy.

Po co to piszę? Bo to jest tekst o życiu. To jest blog o życiu. Przy okazji toczącej się w mediach, tradycyjnych i społecznościowych, dyskusji o aborcji, nie sposób nie zastanowić się nad tym co tak naprawdę oznacza żyć.

Żyjąc dniem dzisiejszym, maksymalnie jutrzejszym, ucieka nam cały obraz. Obraz życia. Jak zagłębimy się w złożoność świata widzimy, że jesteśmy tu albo skrajnie mało prawdopodobnym przypadkiem, albo z woli Stwórcy, albo w wyniku toczącego się od miliardów lat ewolucyjnego procesu.

W którymkolwiek z tych przypadków – życie coś znaczy. Znaczy dla nas. Jednocześnie znaczy śmiesznie mało w kontekście miliardów lat Wszechświata, jego ogromu, złożoności i naszej (nie)wiedzy o nim.

Do tej pory na Ziemi żyło około 107 miliardów ludzi. 107 000 000 000. Każdy z nas stanowi więc 9 do minus dziesiątej procenta ogółu ludzi. 0,0000000009%. Ziemia stanowi 1,9 do minus dwudziestej szóstej powierzchni Wszechświata. 0,000000000000000000000000019 do 1.

Wszechświat liczy sobie około 13 820 000 000 lat. Każdy z nas żyje średnio 72 lata. 5,2 do minus siódmej procenta z tej pierwszej liczby. 0,00000052%. Jesteśmy tu dosłownie na chwilę. Tylko żeby wejść, przywitać się i wyjść.

 

Co z tego wszystkiego wynika?

To niesamowite, że żyjemy. Nie wiemy dlaczego, nie wiemy po co, ale to naprawdę niezwykłe. Chodząc do szkoły, na zajęcia, do pracy, na piwo, możemy się nad tym nie zastanawiać. Można przeżyć całe życie i nie zaprzątać sobie głowy filozofią, kosmologią i innymi mądrymi rzeczami. Można uznawać za normalne to, że jesteśmy tu i teraz.

To jednak nie jest normalne. Dlatego jestem pro life. Skoro już tu trafiłem tym zbiegiem okoliczności, zamysłem Stwórcy lub będąc efektem ewolucji – chcę wykorzystać swoje 0,00000052% życia wobec całego wieku Wszechświata w sposób maksymalnie dla mnie korzystny i przyjemny.

Dla mnie bycie pro life nie oznacza setek postów w Internecie na temat aborcji i chodzenia na manifestacje. Dla mnie bycie pro life oznacza skupienie się na własnym życiu, które jest tu i teraz, a drugiego nie będzie. Przeszłość to historia, a przyszłość to niewiadoma.

To, że żyjemy jest rzeczą niezwykłą, ale jednocześnie znaczy niezwykle mało w historii Wszechświata. Dla mnie jest to niezwykłe, ale w skali ogólnej znaczy tyle co nic.

Nie ma na mnie żadnej presji, bo oprócz mnie żyło tu już 106 999 999 999 podobnych mi osób. Wszystko co zrobię jest ważne przez chwilę, ale za chwil kilka przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Tylko dla każdego z nas nasze własne życie jest wyjątkowe i tylko dla naszych urojeń nasze porażki i stresy dużo znaczą. Jakie to wszystko będzie miało znaczenie za 10, 100 czy za 1 000 000 000 lat? Miliard – to już wydaje się dużo. A to przecież tylko 7,24% wieku Wszechświata.

Nie przesadzajmy więc z płaczami i groźnymi minami. Jesteśmy tu na chwilę. Albo potraktujemy ten czas jako dobrą imprezę, albo będziemy siedzieć obrażeni w kącie.

 

Pamiętaj o tym tracąc czas na demotywatory lub przejmując się rzeczami o których zapomnisz za tydzień, miesiąc, rok. Ewolucja postępuje lub Projekt trwa, a my nie bądźmy tacy poważni, bo nasza powaga jest śmieszna w odpowiedniej skali. Śmieszy Stwórcę lub śmieszy wolno mielące tryby ewolucyjnej machiny.

A więc co – póki żyjemy to bawmy się, pijmy wino, śmiejmy się i chodźmy na karuzele.